Dziekan Roty Rzymskiej ostrzega, że papież mógłby pozbawić godności kardynalskiej kard. Burke’a oraz pozostałych sygnatariuszy Dubia

Nick Donnelly

 

Dziekan Roty Rzymskiej ostrzega, że papież mógłby pozbawić godności kardynalskiej kard. Burke’a oraz pozostałych sygnatariuszy Dubia

 

Podczas konferencji wygłoszonej na  Universidad Eclesiástica San Dámaso w Madrycie Dziekan Roty Rzymskiej abp Pio Vito Pinto powiedział, że kard. Burke oraz trzech pozostałych sygnatariuszy Dubia przesłanych papieżowi Franciszkowi „mogliby utracić swą godność kardynalską” ze względu na „poważne zgorszenie” jakie wywołali upubliczniając treść swego listu. Obwinił również kardynałów Burke’a, Caffara, Brandmüllera i Meisnera o krytykowanie Ducha Świętego.

Jak stwierdził abp Pinto, czterej kardynałowie a także inne osoby, które wyrażają zastrzeżenia wobec nauczania Franciszka oraz Amoris laetitia, kwestionują w istocie postanowienia nie jednego, ale dwóch synodów o małżeństwie i rodzinie, odnośnie których „nie można podawać w wątpliwość natchnienia Ducha Świętego”.

Dziekan Roty Rzymskiej wyjaśnił dalej, że papież niekoniecznie musi pozbawić czwórkę kardynałów ich godności, ale mógłby to uczynić.

„Jakiego Kościoła bronią ci kardynałowie? Papież jest wierny nauczaniu Chrystusa. To co uczynili stanowi bardzo poważne zgorszenie, które mogłoby nawet skłonić Ojca Świętego do odebrania im kapeluszy kardynalskich, jak to już miało wielokrotnie miejsce w historii Kościoła. (…) Nie chcę przez to powiedzieć, że papież pozbawi ich godności kardynalskiej, ale mógłby to uczynić”.

[Qué Iglesia defienden estos cardenales? El Papa es fiel a la doctrina de Cristo. Lo que han hecho es un escándalo muy grave que incluso podría llevar al Santo Padre a retirarles el capelo cardenalicio como ya ha pasado en algún otro momento de la Iglesia… Lo cual no quiere decir que el Papa les retire su condición de cardenales, pero podría hacerlo]

Abp Pinto potwierdził również  – co wielu komentatorów podejrzewało – iż wywiad udzielony przez papieża włoskiemu periodykowi „Avvenire” stanowił pośrednią odpowiedź Franciszka na przedstawione mu Dubia:

„Podczas konferencji Pius Vito jasno dał do zrozumienia, że papież nie odpowiedział czterem kardynałom wprost, «pośrednio jednak dał im do zrozumienia, że dostrzegają jedynie czerń i biel, podczas gdy w Kościele istnieją różne odcienie kolorów»”.

Dziekan Roty Rzymskiej, najwyższego trybunału kościelnego w kwestiach dotyczących małżeństwa, poparł też  wprowadzoną przez papieża Franciszka innowację polegającą na dopuszczeniu osób rozwiedzionych, które zawarły kolejne związki, do Komunii św. Odpowiadając na pytanie, czy nie lepiej byłoby udzielić osobom żyjącym w takich związkach unieważnienia ich sakramentalnego małżeństwa, by mogły zawrzeć małżeństwo w Kościele zanim zaczną ponownie przystępować do Komunii, abp Pinto wyraził poparcie dla „reformy” Franciszka:

„Papież Franciszek pragnie, by zainicjowana przez niego reforma objąć mogła jak najszerszą grupę ludzi. Odsetek tych, którzy proszą o stwierdzenie nieważności swego małżeństwa jest bardzo nikły. Jak powiedział papież, Komunia św. jest nie tylko dla przykładnych katolików. Stawia sobie pytanie: jak dotrzeć do ludzi najbardziej wykluczonych? [Nawet] wskutek podjętej przez niego reformy wiele osób może poprosić o stwierdzenie nieważności swego małżeństwa, inni jednak tego nie uczynią”.

tłum. Scriptor

Realizacja wytycznych Amoris laetitia w diecezji San Diego

San Diego, California, 28.11.2016. Ordynariusz diecezji San Diego Robert McElroy zaapelował  do kapłanów swej diecezji o integrację „rodzin LGBT” oraz zezwalanie rozwiedzionym katolikom, którzy zawarli kolejne związki, na przyjmowanie „w pewnych przypadkach” Komunii św.

Wkrótce po zakończeniu obradującego w październiku lokalnego synodu poświęconego rodzinie, bp McElroy wezwał podległych mu księży do opublikowania w swych biuletynach parafialnych komunikatu diecezjalnego, informującego że Kościół będzie „pomagał osobom rozwiedzionym, które zawarły kolejne związki i nie są w stanie otrzymać orzeczenia stwierdzającego nieważność ich sakramentalnego małżeństwa, w rozeznaniu na wewnętrznym forum sumienia, czy Bóg wzywa je do powrotu do [pełnego uczestnictwa w] Eucharystii”.

Jak czytamy we wspomnianym komunikacie: „Synod przedstawił dogłębnie inkluzywną wizję duchowości życia rodzinnego”, obejmującą również „rodziny LBGT” (sic!). Bp McElroy zapowiedział, że w najbliższych miesiącach pracować będzie wspólnie z komisją złożoną z delegatów synodalnych nad praktyczną realizacją przyjętych wytycznych.

W swych wcześniejszych wypowiedziach bp McElroy określał język, jakim posługuje się Katechizm Kościoła Katolickiego względem homoseksualistów jako „niezwykle destrukcyjny”.

Synod zalecił również utworzenie specjalnego urzędu diecezjalnego, specjalizującego się w pomocy społeczności „LGBT”, zatrudniającego pracowników których jedynym celem byłoby skupianie się „na wszystkich etapach separacji i rozwodu”, podkreślając równocześnie konieczność zapewnienia przez diecezję właściwej „formacji” na „forum wewnętrznym”, o którym pisze Amoris laetitia.

W wywiadzie udzielonym lokalnym mediom McElroy podkreślił, że „nasza wizja rodziny jest wizją inkluzywną”, oraz że indywidualne „sumienie” stanowi „prawdziwy rdzeń nauczania katolickiego”.

Jak napisała w swym komentarzu „San Diego Union Tribune”: „McElroy stwierdził, że wszystkie parafie powinny życzliwie przyjmować wiernych LGBT. Niektóre z nich – biskup podał tu przykład parafii pw. Św. Jana Ewangelisty z Hillcrest – zyskały już sobie reputację wspólnot, w których «osoby LGBT  czują się szczególnie dobrze. I jest to krok w dobrym kierunku»”.

Opracował Scriptor

Trzej muszkieterowie rewolucji

Ks. Dominique Bourmaud FSSPX

Trzej muszkieterowie rewolucji

Nie sposób mówić o genezie II Soboru Watykańskiego nie wspominając równocześnie o głównych aktorach tych wydarzeń. Skoncentrujemy się tu na trzech osobach, które pomimo wywodzenia się z różnych kultur i odebrania odmiennej formacji, znalazły się ostatecznie w jednym obozie: Henrim de Lubacu, Yvesie Congarze i Karlu Rahnerze.

Tych trzech ludzi łączy wiele rzeczy. Wszyscy oni byli przez długi czas wykładowcami uniwersyteckimi, pisma ich poddawane były badaniu za pontyfikatu Piusa XII ze względu na głoszone przez nich modernistyczne idee, wszyscy też zostali w jakiś sposób zdyscyplinowani  lub usunięci ze swych stanowisk. Wszyscy również powrócili w „cudowny” sposób na scenę – jako soborowi „periti”. Głoszone przez nich idee, znane powszechnie pod nazwą „nowej teologii”, wywarły decydujący wpływ na nauczanie II Soboru Watykańskiego. Wszyscy trzej stali się ekspertami kolejnych papieży, a Kościół  posoborowy nie szczędził im wyrazów uznania i zaszczytów.

Pius XII nie mógł poświęcić wiele czasu nowej teologii i głównym jej propagatorom. Stanowili oni dla niego straż tylną starego ruchu modernistycznego, potępionego tak dobitnie przez św. Piusa X w encyklice Pascendi z roku 1907. Ograniczył się do potępienia tych wskrzeszanych na nowo idei w encyklice w Humani generis: „Inni [de Lubac] podważają prawdę głoszącą, że porządek nadprzyrodzony, nie z konieczności, lecz z łaski dany nam został. Sądzą bowiem, że Bóg nie może stworzyć rozumnych istot, których by nie przeznaczył i nie powołał do uszczęśliwiającego widzenia w niebie (…) Inni [de Lubac, Congar] sprowadzają do czczej formuły konieczność przynależenia do prawdziwego Kościoła, aby można zbawienie osiągnąć. Inni jeszcze krzywdę wyrządzają chrześcijańskiej wierze, nie chcąc uznać rozumnej wiarogodności prawd objawionych”.

 

Spadkobiercy modernistów

W swych Memoires[1] de Lubac przyznaje, że gorliwie przyswajał sobie nie tylko dziwaczną filozofię filomodernisty Blondela, ale również idee bardziej otwarcie modernistycznego Lacheliera. „W owych czasach lektura ich pism zasadniczo zakazana. Jednak pobłażliwość ze strony wykładowców sprawiała, że nie była ona nigdy traktowana jako działalność wywrotowa[2]. Już jako wykładowca, de Lubac nauczał i pisał wystrzegając się starannie wszelkich polemik, co pozwoliło mu uniknąć cenzury.

Congar nie miał takiego szczęścia. Będąc bardziej szczerym w wyrażaniu swych poglądów, był wielokrotnie zsyłany do Jerozolimy, skąd wzywany był później do Rzymu i Cambridge, a w latach bezpośrednio poprzedzających sobór pracował jako wykładowca na uniwersytecie w Strasburgu. Z Rzymu mógł napisać zupełnie bezkarnie:

Kurs De Ecclesia, który obecnie prowadzę, pomimo pozornie banalnego charakteru, stanowi moją prawdziwą odpowiedź, jest to niejako dynamit, który podkładam pod katedry uczonych! Czekam tylko na właściwą sposobność aż powstaną, by głośno zamanifestować moje odrzucenie kłamstw [obecnego] systemu[3].

Mało wiadomo o pierwszym etapie życia Rahnera, wydaje się jednak, że również i jemu nieobca była dwulicowość, cechująca obu jego współtowarzyszy. Jak inaczej mógłby on cytować św. Tomasza wykładając swą własną filozofię, będącą dokładnym zaprzeczeniem tomizmu? Jak mógłby udawać, że jest teologiem katolickim, wyjaśniając fundamentalne tajemnice naszej wiary w duchu panteizmu? Cornelio Fabro słusznie oskarża Rahnera o to, że systematycznie wypaczał on tezy tomistyczne, zachowując się jak człowiek głuchy na koncercie w filharmonii[4].

 

Nowa teologia

Termin „nowa teologia” ukuty został na określenie szkoły filozoficznej skupionej wokół osoby de Lubaca, który zdobył wielu przyjaciół wśród jezuitów z Fourviere, gdzie mieszkał wykładając teologię na uniwersytecie w Lyonie. Ten niezwykle wpływowy zespół obejmował również przyszłych kardynałów Danielou i von Balthasara. Wywierali oni też wpływ na jezuitę Teilharda de Chardin i dominikanów Chenu oraz Congara. Obdarzony błyskotliwym umysłem de Lubac, (…) posiadał rozległe zainteresowania, osobiste skłonności popychały go jednak ku krytycyzmowi historycznemu i patrystycznemu. Szczególnie chętnie powoływał się na kontrowersyjnego Orygenesa, co czynił tym chętniej, że odczuwał awersję do teologii scholastycznej.

Cechami charakterystycznymi nowej teologii jest również kwestionowanie roli magisterium, torujące drogę koncepcji żywej Tradycji, nowa definicja Objawienia jako żywej Osoby Chrystusa oraz odrzucenie porządku nadprzyrodzonego, co z kolei prowadzi do przypisywania człowiekowi szczególnej godności z tego tylko względu, że jest on człowiekiem. Zarówno gloryfikacja człowieka jak i deprecjacja magisterium Kościoła implikują potrzebę powszechnego dialogu, zarówno z chrześcijanami jak i niechrześcijanami. Sławę przyniosło mu zwłaszcza jedno  zdanie, znakomicie oddające ducha jego teologii: „Poprzez objawienie Ojca i poprzez objawienie przez Ojca, Chrystus dopełnia objawienia człowieka samemu człowiekowi (…) To właśnie poprzez Chrystusa osoba [ludzka] osiąga dojrzałość, człowiek wyłania się ostatecznie z kosmosu (…)[5]. Kard. Siri scharakteryzował swego czasu pisma de Lubaca jako „mętne”, gdyż ignorował on w istocie wszystkie główne zasady filozofii. Sam Pius XII potępił nową teologię we wrześniu 1946 roku, wskazując równocześnie na dwulicowość jezuity z Lyonu[6]. W trakcie naszego krótkiego artykułu jesteśmy w stanie przedstawić jedynie zarys wkładu, jaki każdy z trzech muszkieterów rewolucji wniósł do nauczania Vaticanum II. Jak widzimy, de Lubac kwestionował istotę prawdy, Congar promował szeroko rozumiany ekumenizm, Rahner natomiast atakował władzę papieską.

 

Historycyzm de Lubaca

Historycyzm jest teorią, wedle której prawda wiary zmienia się stosownie do czasu. Teologia, chcąc pozostać żywą, musi więc ewoluować. Jest to w istocie złagodzona wersja sceptycyzmu zastosowana do wiary. Jako teolog historycysta, de Lubac odrzuca wszelką możliwość narzucenia wiary z zewnątrz. „Nic nie jest równie nieprzystającego do prawdy, niż błędne doktryny, które utrzymują w Kościele jedynie jedność przymusu, jeśli nie wręcz jedność obojętności (…) Przekształcają one posłuszeństwo wiary we wiarę czystego posłuszeństwa[7].

Prawda nigdy nie jest wyrażana w sposób doskonały: „Podobnie, jak wczoraj, gdy jeszcze znajdowaliśmy się na etapie «pre-teologicznym», tak też [również w przyszłości] nie będziemy w stanie stworzyć doskonałej teologii Kościoła (…) Taka Utopia nie odpowiada ani naturze objawionej prawdy ani naturze ludzkiej inteligencji (…)[8].  (…)

Jedność osiągana jest dzięki tradycji, która jest jednak całkowicie przedefiniowana.  Jest ona rzeczywistością „konkretną i żywą (…) która dostosowuje się do potrzeb każdej epoki, pozostając równocześnie wierna objawionej prawdzie[9].

Rzeka Tradycji nie może dotrzeć do nas, jeśli jej łożysko nie jest stale oczyszczane  ze starego szlamu i piasku[10]. „Żywa Tradycja” de Lubaca, którą to koncepcję zaczerpnął on od Blondela, jest w istocie powrotem do „prawa życia” Loisy, według którego Kościół ulega nieustannym przekształceniom i przeobrażeniom, stając się niejako zaprzeczeniem samego siebie. Żywa Tradycja dnia dzisiejszego była wczoraj piętnowana jako fałsz, a dzisiejsza prawda jest tym, co uznawane było za fałsz wczoraj.

 

Ekumenizm i Broad Church Congara

Congar jest autorem większej części schematu konstytucji Lumen gentium. Identyczność Mistycznego Ciała Chrystusa oraz widzialnego i hierarchicznego Kościoła wspomniana jest w niej w kontekście pozytywnym, w żadnej jednak mierze nie implikuje to ekskluzywnego znaczenia, jakie znajdujemy u ks. Trompa. Pozwoliło to na użycie w paragrafie 8 konstytucji słynnej frazy „subsistit in”, co było nowinką pozornie błahą, zadecydowało jednak o nowatorskim charakterze Lumen gentium[11].  Congar twierdził, że oddzielone Kościoły należą do Kościoła Chrystusowego – co jest oczywistą herezją.

Zamiast trzymać się  precyzyjnego nauczania magisterium o naturze Kościoła, Congar pisał o tajemnicy i sakramencie Kościoła[12], zastępując jasno zdefiniowane przez Piusa XII pojęcie przynależności do Mistycznego Ciała Chrystusa mętną tyrrelliańską[13] koncepcją komunii Ludu Bożego. Dlaczego? Ponieważ członkiem ciała jest się lub się nie jest, komunia natomiast dopuszcza różne stopnie[14]. Innymi słowy, Congar reinterpretował ścisłe pojęcie „Kościół” w taki sposób, by stało się ono terminem uniwersalnym, który mógłby być stosowany do jakiejkolwiek grupy religijnej. „Zawsze, od czasów Chrystusa i Apostołów, Kościół postrzegany był jako instytucja i rzeczywistość ustanowiona przez Boga. Musiał [więc] zostać przekształcony i w tym celu ukazany jako lud.[15]. Jak twierdził, Kościół wymaga reformy, która pozwoliłaby mu uniknąć pokusy przeobrażenia się w „Synagogę”: „Ciało Kościoła się rozrosło, nie rozrosła się jednak jego skóra. W tej sytuacji mogłoby nastąpić pęknięcie. Kontrowersje dotyczą pewnego doczesnego aspektu, jaki chrześcijaństwo przejęło od innego historycznego świata[16]. Co ciekawe, Congar posługuje się tu tym samym obrazem, jakim posłużył się 40 lat wcześniej angielski modernista Tyrrell[17].

Od tak rozumianego Kościoła do koncepcji powszechnego zbawienia jest już tylko jeden krok. „Nikt nie może dziś twierdzić, że głównym motywem działalności misyjnej jest konieczność ratowania dusz od piekła. Bóg zbawia je bez znajomości Ewangelii. Gdyby tak nie było, powinniśmy wszyscy wyjechać [na misje] do Chin[18].

 

Rahner i kolegializm

Kolejnym sztandarowym produktem modernistów był kolegializm. Była to idea stworzona przez Rahnera, cieszącego się poparciem potężnego „sojuszu reńskiego”. Ów rodzaj rządów zrównałby (…) władzę papieża z władzą biskupów – czyniąc go primus inter pares, która to koncepcja została już wcześniej formalnie potępiona. Rahner rozumiał kolegializm jako faktyczną detronizację papieża i demokratyzację Kościoła. Nawiasem mówiąc, był on członkiem podkomisji, która bez wahania odrzuciła słuszne postulaty konserwatywnych ojców. Pomimo ogłoszenia Nota explicativa praevia, która wykluczała taką heretycką interpretację – liberałowie tryumfowali. Congar oświadczył nawet, że Kościół przeszedł swą rewolucję październikową! I rzeczywiście, wydaje się, że po Vaticanum II urząd papieski cierpi na rodzaj postępującej sklerozy, wydany na łaskę supermocarstw i lokalnych konferencji episkopatu (…).

Wpływ trzech teologów

Nie ulega wątpliwości, że to właśnie wspomniani wyżej trzej teologowie sformułowali główne zasady teologiczne Kościoła soborowego.  Jan Paweł II wyraził uznanie dla zasług de Lubaca mianując go kardynałem za „długą i wierną służbę tego teologa, wykorzystującego  w swych rozważaniach dotyczących Pisma św., Kościoła i świata współczesnego najbardziej wartościowe elementy katolickiej tradycji[19]. Czerwonym kapeluszem nagrodzony został również Congar. Co ciekawe, autor książki Ren wpływa do Tybru za najbardziej wpływowego z tej trójki i zarazem inspiratora wielu posoborowych innowacji uważa Karla Rahnera. Według słów samego Congara „Za czasem zrodziła się atmosfera [którą można by oddać słowami]: Rahner dixit, ergo verum est”. Oby dobry Bóg pomógł nam znaleźć chrześcijańską drogę wyjścia z tego labiryntu, wzniesionego przez mistrzów rewolucji!

[1] De Lubac, Mémoires autor de mes oeuvres, s. 10.

[2] Ibidem, s. 192.

[3] Leprieur, Quand Rome Condamne, za One Hundred Years of Modernism, 2006, s. 243.

[4] Fabro, La Svolta Antropologica de K. Rahner, w Innocenti Influssi Gnostici nella Chiesa d’Oggi, s. 48.

[5] De Lubac, Catholicism, s. 189. Por. Courier de Rome, La Nouvelle Théologie, s. 103; Jan Paweł II, Redemptor hominis 8,2. Patrz również Théologies d’Occasion, s. 68; Gaudium et spes 22,1; L’Athéisme

et le Sens de l’Homme, ss. 96-112.

[6]Problem z nim polega na tym, że nigdy nie wiadomo, czy to co mówi lub pisze rzeczywiście odpowiada jego poglądom”. Por. Mémoires, ss. 70 i 296.

[7] La foi Chrétienne, 1969,  za Wagner, Henri de Lubac, s. 55.

[8] Méditation sur l’Église w The Splendor of the Church, 1986, s. 27. Por. Wagner, Henri de Lubac, s. 166.

[9] La révélation divine, 1983, s. 173.

[10] Paradoxes, 1959 w Wagner, Henri de Lubac, s. 133.

[11] Le Concile de Vatican II, ss. 134 i 18.

[12] Lumen gentium, § 1.

[13] Tyrrell był znanym angielskim modernistą.

[14] Congar, Une Vie pour la Vérité, s. 149.

[15] Jalons pour une Théologie du laicat, 1952, s. 81.

[16] Vraie et Fausse Réforme dans l’Église, 1953, s. 186.

[17] One Hundred Years of Modernism, ss. 140-141.

[18] Jean Puyo, Jean Puyo Interroge le Pčre Congar: Une Vie pour la Vérité, 1975, s. 175.

[19] Jan Paweł II, Osservatore Romano, 9 września 1991, s. 16.

Komentarz ks. Briana Harrisona odnośnie niedawnej wypowiedzi papieża Franciszka nt. „prozelityzmu”

Ks. Brian Harrison OS

 

Podczas udzielonego niedawno improwizowanego wywiadu na pokładzie samolotu  papież Franciszek stwierdził:

„Prozelityzm pomiędzy chrześcijanami jest więc, sam w sobie, grzechem ciężkim” .

Po czym, poproszony przez swego rozmówcę o uzasadnienie, odrzekł:

„Ponieważ sprzeczny jest z samą dynamiką stawania się i pozostawania chrześcijaninem. Kościół nie jest klubem piłkarskim, która zabiega o kibiców”.

Zaprawdę, trudno byłoby wyobrazić sobie bardziej powierzchowną  i infantylną uwagę odnośnie relacji z innymi denominacjami chrześcijańskimi. Jak bardziej poniżyć można jeszcze papiestwo – zarówno poprzez  prostackie złośliwości, hańbiące urząd Namiestnika Chrystusowego na ziemi (…) jak i przykłady rażącej heterodoksji?

(…)

Czy pomaganie należącym do niekatolickich denominacji chrześcijanom – poprzez rzeczową argumentację i apologetykę  – w uznaniu i przyjęciu przez nich pełni objawionej prawdy – co dla Franciszka bez wątpienia podpada pod pojęcie „prozelityzmu” – będzie odtąd  potępione jako grzech? I to grzech ciężki? Pomimo iż II Sobór Watykański (odnośnie którego Franciszek deklaruje pełną wierność) jasno potwierdza, że wszyscy mają moralny obowiązek poszukiwania i przyjęcia prawdy Kościoła katolickiego (por. Dignitatis humanae §1)? Pomimo że sobór ten (Lumen gentium §14) oraz Katechizm Kościoła katolickiego potwierdzają dogmat „poza Kościołem nie ma zbawienia”, wyjaśniając iż oznacza to, że ci którzy uznają Kościół katolicki za ucieleśnienie prawdziwej religii, a jednak nie chcą się do niego przyłączyć czy też w nim pozostać, nie mogą być zbawieni?

Ja sam jestem konwertytą z prezbiterianizmu. Na katolicyzm przeszedłem właśnie pod wpływem wspomnianego wyżej nauczania potwierdzonego przez –  aby ratować moją duszę. Wiara katolicka, którą wyznaję od 42 lat, jest najcenniejszym darem jaki otrzymałem. A obecnie nie kto inny jak widzialna głowa Kościoła katolickiego mówi mi, że owi katolicy, którzy poprzez osobiste rozmowy i korespondencję przekonali mnie do porzucenia mych protestanckich herezji i przyjęcia pełni objawionej prawdy, popełnili w ten sposób grzech ciężki? I to uzasadniając swą krytykę nawracania banalnym „wyjaśnieniem”, które w istocie nie wyjaśnia niczego („Ponieważ sprzeczny jest z samą dynamiką stawania się i pozostawania chrześcijaninem”)?

Jego poprzednicy na Stolicy Piotrowej przewracają się z pewnością w grobach słysząc te komentarze. Słowa takie, wychodzące z ust papieża, są po prostu… oburzające. Szokujące. Niewiarygodne. To jakiś koszmar. To nazywanie dobra złem, a w konsekwencji zła dobrem. Nie potrafię znaleźć właściwych słów…

tłum. Scriptor

Dubia, których obawiają się w Rzymie

Ks. Alain Lorans FSSPX

Dubia, których obawiają się w Rzymie

 

We wrześniu br. czterech kardynałów przedłożyło papieżowi – z całym należnym szacunkiem – swe wątpliwości dotyczące stanowiska adhortacji Amoris laetitia odnośnie osób rozwiedzionych, które zawarły kolejne związki. Od chwili tej minęły już dwa miesiące, papież zaś zachowuje milczenie. Czy przedstawione ? Ojciec Święty nie odpowiada ani przecząco ani twierdząco.

Podczas niedawnego konsystorza odbywające się zwyczajowo w poprzedzający go dzień spotkanie kardynałów z papieżem odwołane zostało bez podania żadnego wyjaśnienia – choć być może nie bez powodu. Niektórzy twierdzą, że Franciszek wolał uniknąć dyskusji pomiędzy prałatami, ponieważ obawia się tych Dubia.

Cóż więc stało się z  parrhesia, swobodą wypowiedzi, prawem do szczerego wyrażania  swych opinii bez schlebiania, którą to postawę Ojciec Święty zalecał uczestnikom Synodu o Rodzinie? Czy mamy rozumieć, że wolno im mówić o wszystkim, nie wolno im jednak wyrażać najmniejszych nawet wątpliwości?

Jak zauważył w swej analizie obecnego kryzysu pewien wnikliwy komentator, mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch koncepcji Kościoła: „Z jednej strony mamy tych którzy uważają, że do obowiązku duszpasterskiego Kościoła należy nauczanie objawionej doktryny w całej jej pełni; z drugiej zaś tych, którzy zalecają towarzyszenie, rozeznanie i integrację jako jedyną dopuszczalną metodę duszpasterską”. Czy jednak integracja  duszpasterska rozwiedzionych katolików, którzy zawarli kolejne związki, może być realizowana za cenę dezintegracji doktryny i moralności? Czy wyrażanie jakichkolwiek wątpliwości odnośnie zasadności takiej postawy duszpasterskiej traktowane jest jako niedopuszczalne?

Wątpliwości nie należy się obawiać, ale starać się je rozwiać.

 

tłum. Scriptor