Socci: Franciszek – „ciało obce” w Kościele?

Christopher A. Ferrara

Socci: Franciszek – „ciało obce” w Kościele?

 

Czytelnicy „Fatima Perspectives” wiedzą dobrze, ile miejsca poświęcaliśmy na naszej stronie słowom i inicjatywom papieża Franciszka przez co najmniej dwa ostatnie lata. Powody tego faktu powinny być dla każdego oczywiste:

Po pierwsze, jednym z najistotniejszych czynników sprawczych każdego poważnego kryzysu w Kościele, takiego jak ten w którego obliczu stoimy obecnie, jest postawa papieża – który albo okazuje niezdecydowanie [np. Liberiusz podczas kryzysu ariańskiego] albo też postępowaniem swym szkodzi dobru powszechnemu wiernych [jak Urban VI podczas Wielkiej Schizmy Zachodniej]. Kryzysów tych nie da się w pełni zrozumieć bez uwzględnienia roli, w jaką odebrali w nich papieże.

Po drugie, urząd papieski jest w najściślejszy sposób związany z treścią Orędzia Fatimskiego. To właśnie papież posiada – z Bożego rozporządzenia – możliwość położenia kresu obecnemu kryzysowi – dokonując ostatecznie poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Zlekceważenie tej szansy przez kolejnych Następców Św. Piotra doprowadziło Kościół do stanu, w jakim znajduje się obecnie.

Po trzecie, papież Bergoglio – w odróżnieniu od swych poprzedników – w oczywisty sposób zdeterminowany jest przemodelować Kościół stosownie do swego „marzenia”, o którym pisał w osobistym manifeście, jakim była jego encyklika  Evangelii gaudium:

„Marzę o wyborze misyjnym, zdolnym przemienić wszystko, aby zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem bardziej do ewangelizowania dzisiejszego świata niż do zachowania stanu rzeczy”.

„Mam nadzieję, że zamiast lęku przed pomyleniem się, będziemy się kierować lękiem przed zamknięciem się w strukturach dostarczających nam fałszywej ochrony, lękiem przed przepisami czyniącymi nas nieubłaganymi sędziami, lękiem przed przyzwyczajeniami, w których czujemy się spokojni, podczas gdy obok nas znajduje się zgłodniała rzesza ludzi, a Jezus powtarza nam bez przerwy: «Wy dajcie im jeść!» (Mk 6, 37)”.

Arogancja i zuchwalstwo tych słów są wręcz porażające. Żaden papież nie wypowiadał się nigdy w sposób tak lekceważący i pogardliwy o całej praktycznie spuściźnie przekazanej nam przez Kościół. Praktycznym rezultatem tej niewiarygodnej beztroski są – o czym dobitnie świadczą informacje zamieszczane na niniejszej stronie – dezorientacja i podziały w Kościele, przy powszechnym niemal aplauzie współczesnego świata wobec „rewolucji papieża Franciszka”.

Aplauz ów dotyczy zwłaszcza jego aktywności w sferze polityki, którą papież Bergoglio wydaje się być zainteresowany w stopniu znacznie większym niż problemami dotyczącymi Kościoła, angażując się w walkę o swobodę migracji, zapobieganie „zmianom klimatycznym”, „budowanie świadomości ekologicznej” i „społeczeństwa inkluzywnego”, niwelowanie „nierówności”, zniesienie kary śmierci (a nawet dożywocia), piętnowanie kapitalizmu (nigdy jednak komunizmu ani socjalizmu), demonstrowanie solidarności z socjalistycznymi dyktatorami (Castro, Morales, Maduro etc.), potępianie bogatych, wychwalanie biednych etc. W tym samym czasie zaobserwować możemy zaniedbywanie – jeśli nie wręcz celową rezygnację z zabieranie głosu w kwestiach, które Benedykt XVI określał mianem „nie podlegających negocjacji”: czyli bezkompromisowego potępienia aborcji, eutanazji i „małżeństw homoseksualnych”. Franciszek jasno dał do zrozumienia, że „wojna kultur” nie jest jego wojną.

Mówiąc w skrócie, program owego najbardziej „politycznego” z papieży pokrywa się niemal całkowicie z programem globalistycznej lewicy. Zaangażowanie Franciszka w realizację jej strategii politycznej przybiera takie rozmiary, iż skłoniło to znanego włoskiego badacza Roberto de Mattei do poczynienia zdumiewającego na pierwszy rzut oka – lecz w istocie bardzo celnego – spostrzeżenia, iż w obliczu porażki Hilary Clinton i zaskakującego wzrostu popularności populistycznych haseł głoszonych przez Trumpa, Franciszek „pozostaje obecnie jedynym punktem odniesienia dla pozbawionej przywództwa międzynarodowej lewicy”.

Podejmując ten temat Antonio Socci zauważył jednak, że zwycięstwo Trumpa stanowi w istocie „kolejny” z całej serii ciosów dla politycznej strategii Bergoglio, po porażce jego faworyta w wyborach prezydenckich w Argentynie i wyborze na stanowisko głowy tego państwa Mauricio Macri, będącego argentyńskim odpowiednikiem Trumpa, a także odrzuceniu w referendum poopieranego przez niego „porozumienia pokojowego” pomiędzy rządem kolumbijskim i komunistyczną partyzantką FARC.

Wraz z wyborem Trumpa Franciszek otrzymał „ze względu na masowe głosowanie katolików [na kandydata republikanów] kolejny poważny cios, w której to sytuacji kreowanie się przez niego na protektora skrajnej lewicy, zwłaszcza w kwestii polityki imigracyjnej, prowadzić będzie do osłabienia jego pozycji w samym Kościele , w którym w coraz częściej postrzegany jest jako «polityk» i «ciało obce»”.

Konkluzja to dość szokująca – po zastanowieniu uznać należy ją jednak za bardzo trafną, biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe doświadczenia z tym, co Socci określa mianem „bergoglianizmu”, a czego nie należy pod żadnym pozorem mylić z religią katolicką.

Oby Matka Boża Fatimska raczyła nas jak najszybciej wybawić z tej całkowicie bezprecedensowej sytuacji.

tłum. Scriptor

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s