Luteraria

Z „Mów Stołowych” Marcina Lutra

O sakramencie Wieczerzy Pańskiej

CCCLVI

Zaślepienie papistów jest zaiste wielkie i niegodziwe, gdyż ani nie wierzą oni w Ewangelię, ani jej nie słuchają, ale pysznią się [swym] kościołem i mówią: Ma on władzę zmieniać i czynić co mu się podoba, gdyż – jak mówią – Chrystus dał swe ciało uczniom w wieczór po wieczerzy; my jednak przyjmujemy je poszcząc [uprzednio], stąd możemy, według nakazu Kościoła, odmawiać kielicha świeckim. Zaślepieni niegodziwcy nie są w stanie rozróżnić między kielichem, który należy do istoty sakramentu, oraz postem, który jest rzeczą akcydentalną, cielesną, pozbawioną jakiegokolwiek znaczenia. Pierwsze opiera się na wyraźnym słowie i nakazie Bożym, drugie zależy od naszej woli i wyboru. Pierwsze zalecamy, ponieważ pochodzi z ustanowienia Bożego, drugie zaś pozostawiamy wyborowi woli, choć wolelibyśmy by był on [sakrament] przyjmowany po poście, ze względu na [okazywany przez to] szacunek i cześć.

CCCLVII

To zdumiewające, jak szatanowi udało się wprowadzić do kościoła zwyczaj, by [świeckim] sakrament udzielany był pod jedną tylko postacią. Nie mogę przypomnieć sobie bym kiedykolwiek czytał jak, kiedy i z jakiego powodu zostało to zmienione. Po raz pierwszy zostało to nakazane przez Sobór w Konstancji, gdzie powołuje się jedynie na istniejący zwyczaj.

CCCLVIII

Papiści pysznią się bardzo ich władzą i autorytetem, na poparcie których chętnie wysunęliby następujący argument: Apostołowie zmienili chrzest, tak więc (jak mówią) biskupi maja władzę zmienić sakrament Wieczerzy Pańskiej. Odpowiadam na to: przyznaję, że Apostołowie coś zmienili, jest jednak wielka różnica między Apostołem a biskupem, Apostoł powołany został bezpośrednio przez Boga poprzez udzieleniu mu darów Ducha Świętego, biskup natomiast wybierany jest przez człowieka, by głosił Słowo Boże i wyświęcał sługi Kościoła w różnych miejscach. Tak więc, choć Apostołowie posiadali po temu władzę i autorytet, biskupi ich jednak nie posiadają. Choć Eliasz zabijał kapłanów Baala i fałszywych proroków, nie wolno tego czynić każdemu kapłanowi. Dlatego też św. Paweł czyni rozróżnienie: „jednych uczynił On Apostołami, innych nauczycielami, innych pasterzami i pomocnikami” etc. Wśród Apostołów nie było zwierzchnictwa ani rządów, nikt nie był na swym urzędzie wyższy czy większy od drugiego, wszyscy byli równi (…).

CCCLXIX

Ci, którzy nie są jeszcze dostatecznie pouczeni, ale nadal mają wątpliwości dotyczące ustanowienia sakramentu, mogą przyjmować go pod jedną postacią, ci jednak, którzy są w tej kwestii pewni a jednak przyjmują go pod jedną postacią, postępują źle i wbrew swemu sumieniu.

CCCLX

Jaki sens mają dyskusje i spory na temat obrzydliwego bałwochwalstwa polegającego na podnoszeniu w górę sakramentu aby pokazać go ludowi, które nieznane było Ojcom i wprowadzone zostało jedynie dla potwierdzenia błędów dotyczących tego obrzędu, zgodnie z którymi chleb i wino tracić mają swą istotę i zachowywać jedynie postać, smak i zapach. Papiści nazywają to transsubstancjacją i zaciemniają prawdziwy sens sakramentu, podczas gdy nawet w krajach papistowskich, w Mediolanie, od czasów Ambrożego po dziś dzień, nigdy nie posiadano ani nie odmawiano podczas Mszy Kanonu, nie praktykowano podniesienia, ani mówiono Dominus vobiscum.

CCCLXI

Podniesienie sakramentu zostało zapożyczone ze Starego Testamentu, Żydzi zachowywali [bowiem] dwa zwyczaje, jeden nazywany thruma, a drugi trumpha. Thruma miała miejsce wtedy, gdy wyjmowali oni ofiarę z kosza i unosili ją w górę (podobnie jak obecnie podnosi się hostię) i ukazywali ją Bogu, po czym palili ją lub spożywali. Trumpha zaś polegała na tym, że ofiara nie była wznoszona w górę, ale obraca w cztery strony świata, podobnie jak papiści podczas mszy czynią krzyże i inne małpie gesty, zwróceni w cztery strony świata.

Gdy jeszcze jako papista po zacząłem odprawiać mszę oraz czynić znaki krzyża z cudacznie powyginanymi palcami i nie potrafiłem wykonać tego właściwie, powiedziałem sobie: „O Mario, Matko Boża, ileż to utrapień doświadczam z powodu tej mszy, a zwłaszcza znaków krzyża”. O, Panie Boże! Byliśmy wówczas jeszcze biednymi udręczonymi ludźmi, a jednak było to nic innego jak tylko bałwochwalstwo. Niektórzy, zwłaszcza dobrzy i pobożni, którzy traktowali te sprawy poważnie, do tego stopnia przejęci byli słowami konsekracji, że trzęśli się cali wypowiadając słowa Hoc Est Corpus meum, gdyż mieli wypowiadać je sine ulla hesitatione; ten, kto się zająknął albo opuścił choć jedno słowo popełniał wielki grzech. Ponadto słowa te miały być wypowiadane bez żadnego rozproszenia myśli, w taki sposób, że jedynie kapłanowi wolno było je wypowiadać oraz słyszeć – i nikomu spośród obecnych. Takim właśnie skrupulatnym zakonnikiem byłem przez piętnaście lat, niech mi Bóg wybaczy. Podniesienie należy całkowicie odrzucić z tego powodu, że jest to  wyraz czci. Niektóre kościoły, widząc, że zarzuciliśmy podniesienie, poszły w tym za naszym przykładem, z czego jestem bardzo rad.

CCCLXII

Przyczyną skuteczną tego sakramentu jest Słowo i polecenie Chrystusa, który go ustanowił. Materią jest chleb i wino, prefigurujące prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa, które są duchowo przyjmowane dzięki wierze. Ostatecznym skutkiem tego sakramentu jest pożytek oraz owoc, umocnienie naszej wiary, usunięcie wątpliwości że Ciało Chrystusa zostało za nas wydane, Krew zaś przelana, i że nasze grzechy zostały dzięki śmierci Chrystusa rzeczywiście przebaczone.

CCCLXIII

Odnośnie słów „za was wydane” zrodziła się kontrowersja: czy należy je rozumieć w odniesieniu do jego aktualnego administrowania, kiedy sakrament jest udzielany, czy też do czasu w którym ofiarowane ono zostało na Krzyżu. Odpowiadam na to: najbardziej mi się podoba, gdy są one rozumiane odnośnie aktualnego jego rozdzielania, choć mogą być one również rozumiane jako odnoszące się do śmierci Krzyżowej; nie ma znaczenia że Chrystus mówi: „za was wydane” zamiast „które za was będzie wydane”, Chrystus jest bowiem hodie et heri, dziś i wczoraj. „To Ja – mówi Chrystus – jestem tym, który to sprawia”. Tak więc zgadzam się by datur rozumiane było w taki sposób, iż wskazuje ono na udzielnie owoców. Podobnie wielu zadaje pytanie, czy sakramentowi winien być okazywany szacunek i cześć. Odpowiadam: Kiedy jestem przy ołtarzu i przyjmuję sakrament, zginam kolana by go uczcić, w łożu jednak przyjmuję go leżąc.

Ci którzy nie sprawują sakramentu w sposób, w jaki ustanowił go Chrystus, nie mają sakramentu. Odnosi się to do wszystkich papistów, tak więc nie mają oni sakramentu, albowiem nie przyjmują oni sakramentu ale go ofiarują. Ponadto udzielają go pod jedną postacią, wbrew ustanowieniu i nakazowi nie człowieka, ale samego Chrystusa. Papiści błądzą przypisując sakramentowi usprawiedliwienie, ex opere operato, kiedy dzieło to już się dokonało.

CCCLXV

Jak mówią papiści, słowa „Pijcie z tego wszyscy” dotyczą jedynie kapłanów. W takim razie również jedynie do kapłanów odnosić się muszą słowa, w których Chrystus mówi: „Jesteście czyści, ale nie wszyscy” – tj. nie kapłani.

O antychryście

CCCCXXVI

Antychrystem są papież oraz Turek równocześnie: żyjąca bestia musi posiadać ciało oraz duszę, [tak więc] duchem i duszą antychrysta jest papież, ciałem zaś Turek. Ten drugi niszczy, atakuje  i prześladuje Kościół Boży fizycznie, pierwszy zarówno duchowo jak fizycznie, wieszając, paląc na stosie i mordując. Jednak podobnie jak w czasach apostolskich Kościół zatryumfował nad Żydami i Rzymianami, tak i obecnie mężnie stawiać będzie czoła hipokryzji i bałwochwalstwu papieża, a także tyranii i atakom ze strony Turka oraz innych swych wrogów.

CCCCXXIX

Dlaczego papieże utrzymują, iż to oni budują Kościół, podczas gdy w istocie są jego najzawziętszymi wrogami i nie znają, a z pewnością nie rozumieją, Ewangelii Świętej? Papież, kardynałowie i biskupi – nikt z nich nie czytał Biblii, księga ta pozostaje dla nich nieznana. To jedynie zgraja oddających się opilstwu i obżarstwu bogatych łajdaków, nurzających się w zbytku i próżniactwie, dbających jedynie o swą władzę i nigdy – nawet przez chwilę – nie myślących o pełnieniu woli Bożej. Saduceusze byli nieskończenie pobożniejsi od papistów, od których świętości niech nas Bóg zachowa. Oby zachował nas również od [poczucia] bezpieczeństwa, które rodzi niewdzięczność, wzgardę dla Boga, bluźnierstwa oraz prześladowanie rzeczy świętych.

CCCCXLVII

Nie mogę sobie wyobrazić pokoju pomiędzy nami a papistami, ani my bowiem ani oni nie ustąpią, jest to wieczna wojna, jak pomiędzy potomstwem niewiasty i potomstwem węża. Kiedy docześni władcy wyczerpani są walką, zawierają rozejm, bardziej lub mniej trwały, jednak w naszym przypadku nie może być mowy o czymś takim, albowiem ani my nie odstąpimy od Ewangelii, ani oni od swego bałwochwalstwa i bluźnierstwa; ani diabeł nie ścierpi by jego pieta była miażdżona, ani Chrystus by głoszenie Jego Słowa zostało powstrzymane – tak więc nie widzę jak mógłby istnieć pokój czy też rozejm pomiędzy Chrystusem a Belialem.

CCCCLII

Papież nie odrzuca sakramentu, ale okrada świeckich z jego części czy też rodzaju; nie naucza też prawdziwego jego sprawowania. Papież nie odrzuca Biblii, ale prześladuje i zabija sprawiedliwych, dobrych i pobożnych nauczycieli, podobnie jak Żydzi prześladowali i mordowali proroków, którzy właściwie wykładali i tłumaczyli Pismo. Papież pozwoli co prawda na zachowanie istoty sakramentu oraz Biblii, będzie nas jednak zmuszał do korzystania z nich zgodnie ze swymi własnymi zachciankami i upodobaniami, i przymuszał nas do wiary w urojoną transsubstancjację, rzeczywistą obecność, corporaliter. W istocie przekręca on jedynie i wypacza wszystko, co Bóg nakazał i ustanowił.

CCCCLIX

Wielu ludzi uważa, że występuję zbyt gwałtownie przeciwko papiestwu; przeciwnie, żałuję że jestem niestety zbyt łagodny; pragnąłbym miotać z ust pioruny przeciwko papieżowi i papiestwu, i by każde me słowo było gromem.

CCCCLXI

Papiści wyświęcają kapłanów nie po to, by przepowiadali i głosili Słowo Boże, ale jedynie by odprawiali mszę i udzielali innych sakramentów. Gdy bowiem biskup udziela święceń, mówi: Weź władzę sprawowania mszy i składania ofiary za żywych i umarłych. My jednak wyświęcamy kapłanów zgodnie z poleceniem Chrystusa i św. Pawła, w tym mianowicie celu, by głosili czystą Ewangelię i Słowo Boże. Papiści podczas swych święceń nie wspominają o głoszeniu i nauczaniu Ewangelii, tak więc święcenia ich są fałszywe i błędne, albowiem wszelkie obrzędy które nie są nakazane przez Boga czy też oparte na Jego Słowie i nakazie, są według mnie jedynie bałwochwalstwem.

CCCCLXIV

Gdy Lutrowi pokazany został obraz, na którym papież, wraz ze zdrajcą Judaszem, przedstawieni byli jako powieszani [odpowiednio] na sakiewce i kluczach, powiedział: „Bez wątpienia zirytuje strasznie papieża iż on, któremu oddawali cześć cesarze i królowie, przedstawiany będzie teraz jako wiszący na swych podrobionych wytrychach. Zaboli to również papistów, poruszy bowiem ich sumienia. Sakiewka pasuje dobrze do kardynałów oraz ich dochodów, chciwość bowiem papieża była tak wielka, że we wszystkich królestwach nie tylko zagrabił dla siebie annaty, świętopietrza etc., ale również sprzedawał za pieniądze święte sakramenty, odpusty, sodalicje, Krew Chrystusa, małżeństwo etc. Tak więc sakiewka jego wypełniona jest łupiestwami, przez co słusznie można powiedzieć, jak czytamy w Objawieniu św. Jana: „Odpłać im według ich czynów i według złości ich postępków! Według dzieła ich rąk im odpłać, oddaj im własnymi ich czynami”. Tak więc, wobec tego iż papież potępił mnie i wydał diabłu, ja w zamian powieszę go na jego własnych kluczach.

CCCCLXXII

Pragnąłbym aby ci wszyscy, którzy zamierzają głosić Ewangelię, starannie zapoznawali się z obrzydliwościami papistów, z ich dekretami i książkami, przede wszystkim zaś by rozważyli starannie okropieństwa mszy – ze względu na której bałwochwalstwa Bóg mógłby sprawiedliwie zniszczyć cały świat – aby ich sumienia mogły być właściwie umocnione i uzbrojone wobec ich przeciwników.

O czyśćcu

DXV

Augustyn, Ambroży i Hieronim nie wspominają nigdzie o czyśćcu. Grzegorz, zwiedziony przez doświadczoną nocą wizję, istotnie czegoś o czyśćcu nauczał, choć Bóg wyraźnie nakazał, byśmy nie poszukiwali wiedzy u duchów, ale u Mojżesza i proroków.

Tak więc nie wolno nam podzielać opinii Grzegorza w tej kwestii, potwierdzi to i ogłosi Dzień Pański, kiedy objawione to zostanie przez ogień.

Zdania „a ich uczynki pójdą za nimi” nie wolno rozumieć jako odnoszącego się do czyśćca, ale do doktryny o dobrych uczynkach, czy też do pobożnych i prawdziwych chrześcijan oraz heretyków. Ariusz, heretyk, otrzymał swą zapłatę,  ogłosił ją ogień wiary. Dzień Ostatni ujawni bowiem i ogłosi wszystkie wyroki.

Bóg, w swym Słowie, położył przed nami dwie drogi, z których jedna prowadzi przez wiarę do zbawienia, druga zaś, przez niewiarę, na potępienie.

Co do czyśćca, Pismo nie czyni o nim żadnej wzmianki, również nam nie wolno w żaden sposób przyjmować tej nauki, przesłania ona bowiem i umniejsza znaczenie łaski, darów Bożych oraz zasług  naszego błogosławionego, słodkiego Zbawiciela Jezusa Chrystusa.

Granice czyśćca nie rozciągają się poza ten świat, już bowiem tu, w tym życiu, sprawiedliwi, dobrzy i pobożni chrześcijanie są wystarczająco obmywani i oczyszczani.

O bałwochwalstwie

CLXXI

(…) W podobny sposób wszelkie rodzaje praktyk zakonnych: posty, modlitwy, włosienice, surowość kapucynów, którzy są przez papistów uważani za najbardziej świętobliwych – są jedynie uczynkami ciała; jako że mnisi utrzymują iż są święci i dostąpią zbawienia nie dzięki Chrystusowi, którego postrzegają jako surowego i groźnego sędziego, ale dzięki przestrzeganiu reguły swego zakonu.

Nikt nie jest w stanie przekonać papistów, że prywatna msza jest najstraszliwszym bluźnierstwem i najbardziej obrzydłym bałwochwalstwem na ziemi, ohydą nie widzianą nigdy w świecie chrześcijańskim od czasów apostolskich, są bowiem odnośnie tego zaślepieni i zatwardziali, tak iż samego Boga oraz Jego nauki rozumieją w sposób wypaczony i błędny. Utrzymują, że jest ona [msza prywatna] najczcigodniejszym i najwspanialszym aktem czci składanej Bogu, podczas gdy w rzeczywistości jest najpotworniejszym i najobrzydliwszym bałwochwalstwem. (…)

CLXXVIII

(…) Wzywanie wstawiennictwa świętych jest najbardziej obrzydliwą ślepotą i herezją, papiści jednak nie wyrzekną się go. Największe dochody zapewniają papieżowi zmarli: jako że kult nieżyjących świętych zapewnia mu stały napływ wielkich sum pieniędzy, przekraczających znacznie to wszystko, co  pobiera od żywych. Taki jest jednak ten świat: przesąd, niewiara, fałszywa doktryna i bałwochwalstwo cieszą się większym uznaniem i większe przynoszą zyski niż zacna, prawdziwa i czysta religia.

Luter o swych adwersarzach

DCLXI

Ludzi takich jak Tetzel, Cochlaeus, Lemnius nigdy nie poważałem. Nie powinniśmy zadawać się takimi oszczercami i kłamcami, są oni obrzydliwi, nie walczą otwarcie w polu, ani nie pojawiają się w zasięgu naszego wzroku, jednak w swej zapiekłej nienawiści gardzą wszystkim, cokolwiek uczynimy. Wychwalają oni bardzo Ojców – niech chwalą, my mamy jednego Ojca, który jest w niebie i który jest ponad wszystkimi innymi ojcami; ich pisanina nie ma żadnej wartości. Piszą oni z zepsutego i występnego serca a wszyscy widzimy, że wszystko na co ich stać, to jedynie zuchwałe kłamstwa. Mówią oni, że ponieważ artykuł o Trójcy Świętej nie jest w Piśmie Świętymi nigdzie wyraźnie wyrażony, jednak wierzy się w niego, powinniśmy wierzyć również w tradycje i nakazy ludzi nie mające [oparcia] w Słowie Bożym.

DCLXII

Ów Wetzell, którego obrano w Lipsku, jest człowiekiem niegodziwym. Był skazany na śmierć i  zostałby stracony, uratowany jednak został dzięki mojemu wstawiennictwu i traktowany z honorami, obecnie natomiast odwdzięcza mi się zuchwalstwem. Nędznik ten jednak sam się potępia; nie warto mu odpowiadać, będzie miał innego sędziego. Papiści niczego nie zyskają na tych szyderstwach. Kiedy oni bluźnią, my powinniśmy się modlić, milczeć i nie dolewać oliwy do ognia.

Jestem zadowolony z tego, że człowiek ten jest w Lipsku, jest tam jak mysz schwytana w pułapkę, jest bowiem pełen złych myśli, które gdy tylko wyjdą na jaw, odbierze swą zapłatę. Wiele trucizny zaszczepił mu Campanus, który napisał bluźnierczą książkę pod tytułem: „Przeciwko wszystkiemu co było i jest na świecie od czasów apostolskich”. Stracił powszechny szacunek. W swym nauczaniu jest ostrożny i zimny, zimniejszy niż lód. Nie ma otwarcie powiedzieć, co kryje się w jego sercu, zachowuje się jak schwytany zając – boi się swych słuchaczy, jego usta pozostają zamknięte, jego słowa są zwodnicze jak u smoka. Słowa człowieka elokwentnego powinny poruszać innych i przeszywać serca. Ludzie ci jednak, którzy nie nauczają niczego uczciwie ani w sposób jasny, są niedokształceni, krzykliwi i aroganccy: takim jest Karlstad w swym touto, z którego uczynił autos.

DCLXIII

Cesarz Zygmunt stał się niejako więźniem papistów. Czynili z nim co chcieli, kazali nosić szaty diakona i w Boże Narodzenie czytać Ewangelię w obecności papieża; teraz mówi się więc, że cesarz jest diakonem Kościoła Rzymskiego, papieskim ministrantem. Po udziale w tej ceremonii cesarz nigdy nie odniósł już żadnego zwycięstwa w Niemczech ani nad Turkami. Królestwo Czech, niegdyś bardzo możne, upadło.

DCLXIV

Latomus był najlepszy spośród wszystkich moich przeciwników: jego stanowisko było następujące: „Tego, co przyjął kościół, nie wolno odrzucać”. Jak Żydzi twierdzili: „Jesteśmy ludem Bożym”, tak i papiści wołają: „Kościół nie może błądzić”. Był to argument, z którym walczyli prorocy i apostołowie; Mojżesz mówi: „Pobudzili mnie do zazdrości (…)”,  św. Paweł: „Ten jest Żydem, kto jest nim duchowo”, a Izajasz: „W nim poganie nadzieję mieć będą”.

„Niemożliwe jest” – mówią oni – „by Bóg opuścił swój Kościół, mówi On [Chrystus]  bowiem: «Jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata». Pytanie jednak brzmi: do kogo te słowa się odnoszą? Gdzie jest prawdziwy Kościół, o którym mówił Chrystus? Czy jest nim kościół udręczony, znękany i skruszony w sercu, czy tworzą go rzymskie łotry i kurtyzany?

DCLXV

Filip Melanchton pokazał Lutrowi list z Augsburga w którym donoszono, że pewien bardzo uczony duchowny, papista, nawrócił się i przyjął Ewangelię. Luter powiedział: „Najbardziej podobają mi się tacy, którzy nie buntują się nagle, ale rozważają sprawę w stosownej dyskrecji, porównują pisma i argumenty obu stron i kładą je na złotej wadze, a w bojaźni Bożej  poszukują uczciwej prawdy; z takich są ludzie zdatni, którzy ostoją się w burzach. Takim był św. Paweł, który początkowo był surowym faryzeuszem i człowiekiem uczynków, twardo i gorliwie trzymał się i bronił prawa, potem jednak głosił Chrystusa w najlepszy i najczystszy sposób wobec całego narodu żydowskiego”.

DCLXVI

Ten bezbożny łotr, Marcin Cellarius, myślał, że sprawi mi przyjemność mówiąc: „Twoja mowa przewyższa mowę Apostołów”, ja jednak od razu powstrzymałem go, odpowiadając ostro: „Żadną miarą, jestem niczym w porównaniu w nimi”. Przesłał mi cztery traktaty, które napisał o świątyni Mojżesza i alegoriach jej dotyczących, odesłałem mu je jednak od razu, gdyż pełne były one najbardziej aroganckiej pychy.

DCLXVII

Erazm z Rotterdamu jest najpodlejszym niegodziwcem, jaki kiedykolwiek hańbił ziemię. Kilkakrotnie próbował wciągnąć mnie w swe pułapki i znajdowałem się już w niebezpieczeństwie, Bóg jednak udzielił mi specjalnej pomocy. W roku 1525 posłał jednego ze swych doktorów z dwustoma węgierskimi dukatami, jako prezentem dla mojej żony, odmówiłem jednak ich przyjęcia i nakazałem żonie, by nie mieszała się do tych spraw. To prawdziwy Kajfasz.

„Qui Satanam non odit, amet tua carmina Erasme, atque idem jungat furias et mulgeat orcum.”

DCLXVIII

Erazm jest żałosny w swych mowach, choć stara się je wygładzać; wydaje się nie dostrzegać różnicy pomiędzy naszym Zbawicielem Jezusem Chrystusem, a mądrym pogańskim prawodawcą Solonem. Szydzi ze św. Pawła i św. Jana i odważa się twierdzić, że list do rRymian, niezależnie od tego, jak było dawniej, nie ma zastosowania do obecnego stanu rzeczy. Hańba ci, przeklęty łotrze! To prawdziwy Momus, szydzący z wszystkiego i każdego, z Boga i człowieka, z papisty i protestanta, cały czas jednak posługuje się tak pokrętną i dwuznaczną mową, że nikt nie może na niczym go pochwycić. Kiedy się modlę, zawsze go przeklinam.

DCLXIX

Karlstadt sprzeciwiał mi  się jedynie kierowany ambicją, gdyż przechwalał się, że na ziemi nie było jeszcze człowieka bardziej od niego uczonego. I choć w swych pismach na mnie się wzorował, dziwacznie jednak przerabiał mój styl. Chciałby być wielkim człowiekiem i rzeczywiście chętnie wyraziłbym mu uznanie, o ile tylko nie byłoby to przeciwne Bogu. Gdyż dzięki Bogu nigdy nie byłem tak arogancki, by uważać się za mądrzejszego od innych. Kiedy po raz pierwszy pisałem przeciwko odpustom, zamierzałem po prostu się im sprzeciwić, pozostawiając innym dokończenie tego, co zainicjowałem.

DCLXX

Powinniśmy absolutnie potępić i  odrzucić [tezy] Campanusa i traktować go jako niegodnego odpowiedzi, gdyż w ten sposób stałby się on jeszcze bardziej zuchwały i bezczelny. Okazujmy mu wzgardę, a wkrótce zostanie opuszczony przez zwolenników.

DCLXXI

Dowiedziawszy się, że nauczanie Jakuba Schencka spotykało się z powszechnymi pochwałami, Luter powiedział: „O, jakże miłe by to były wieści, gdyby nauk swych nie okraszał on takimi gładkimi, przesłodzonymi i wspaniałymi, uwodzącymi ludzi słowami, na jakie św. Paweł narzeka w Liście do Rzymian. Są one jak wiatr Ceias, który wieje tak łagodnie i cicho, tak lekko i ciepło, że rozwija pęki drzew, zioła oraz kwiaty – ku ich zagładzie. Podobnie diabeł, gdy wychwala Chrystusa ustami swych sług, czyni to po to tylko, by Chrystusa zniszczyć i choć mówi prawdę, jednak nawet wówczas kłamie. Człowiek uczciwy potrafi wejść po schodach, gdy kryje się za nimi łotr, gdyż diabeł może ścierpieć, że ma się na ustach Chrystusa, podczas gdy w rzeczywistości to on sam za tym się kryje, tak ze ludzie zachwyceni są i poruszeni tym, co słyszą. Taka gładka paplanina nie trwa jednak długo, gdyż szatan, poprzez swą ewangelię, wypaczać będzie Ewangelię [Chrystusową], jako że duchy aroganckie i pewne siebie nie uznają swych grzechów. A tam gdzie nie ma podpałki do rozpalenia, tam nie ma też miejsca, w którym Chrystus mógłby zamieszkać i działać, gdyż przychodzi on jedynie do tych, którzy są strapieni, ubodzy sercem i duchem. Jednak owi krytycy prawa są ludźmi wyniosłymi i pysznymi, jak papiści, którzy będący pod tradycją prawa, dalecy byli od przestrzegania prawa. Dlatego głoszenie prawa jest przygotowaniem na Ewangelię i stwarza pole do działania Chrystusowi, będącemu jedynym źródłem wiary.

DCLXXII

15 kwietnia 1539 roku Lutrowi doręczone zostały pewne pisma wydrukowane w Lipsku, w których Jan Hammer subtelnie sugerował, że prawo nie dotyczyło w ogóle chrześcijan; dzielił również skruchę na trzy rodzaje: osobny dla Żydów, osobny dla pogan i osobny dla chrześcijan. Na to Luter powiedział: „Któż mógłby przypuszczać, że pojawią się tacy fantaści? Wielkim i zgubnym błędem jest wprowadzać rozróżnienie do skruchy w zależności od osób, podczas gdy całemu rodzajowi ludzkiemu dany został tylko jeden jej rodzaj, ponieważ wszyscy rozgniewali i obrazili jednego Boga, czy to Żydzi, poganie, czy chrześcijanie. Jest to wielki, obrzydliwy i oczywisty błąd, to tak jakby powiedzieć, że mężczyźni mają inny rodzaj skruchy niż kobiety, książęta niż poddani, panowie niż słudzy, bogaci niż biedni – a Bóg miałby mieć wzgląd na osoby: jak gdyby prorocy nie nauczali jasno o skrusze i jak gdyby skrucha Niniwitów nie była prawdziwa i szczera, z czego wynikałoby ostatecznie, że ponieważ my nie głosiliśmy skruchy na mocy prawa, Chrystus był pod prawem, podczas gdy dla naszego zbawienia był On pod przekleństwem prawa.

DCLXXIII

13 września 1538 roku miała miejsce gorąca, trwająca pięć godzin dyskusja, w której Luter z mocą potępiał nowinkarzy mówiąc, że wypaczyli oni Ewangelię, obalili prawo i pociągnęli ku zgubie tych, którzy są zbyt pewni siebie. Powiedział, że będzie się im opierał do swego ostatniego oddechu, choćby go to miało kosztować życie. Tego wieczora opowiadał o herezji Ariusza, o tym jak nowinkarz zaczął głosić swą naukę, a Piotr, patriarcha Aleksandrii, potępił ją jako błędną wiedząc, że kto neguje Bóstwo Chrystusa, z pewnością pozbawia Go należnej Mu czci. Ariusz zaczął od negowania, że Chrystus jest Bogiem, twierdząc, że jest jedynie stworzeniem, choć o doskonałej naturze. Kiedy jednak pobożny biskup sprzeciwił mu się, nauczał potem, że Chrystus, najdoskonalsze ze stworzeń, zaprawdę przewyższający aniołów, stworzył wszystkie inne byty. Na koniec stwierdził, że Chrystus jest Bogiem, pochodzącym od Boga, jak światłość od światłości i głosił swe błędy w tak pokrętny sposób, że wielu ludzi przyłączyło się do niego i podzielało jego opinie. Również Auksencjusz, pobożny biskup Mediolanu, przeciwko któremu Hilary napisał list, popadł w jego [Ariusza] błędy.

Ariusz skończył na twierdzeniu, że Chrystus nie narodził się z Ojca, jako Mu równy, ale był jednej z Nim istoty i nie wycofał się z tego twierdzenia co do Jego stworzenia. Potem zaczął spór o słowo homousion, które dołączone zostało do credo aleksandryjskiego, a którego nie ma nigdzie w Piśmie św., nauczając, że mówienie o narodzeniu z Ojca jest stosowne i odpowiednie do Jego ludzkiej natury.

Herezje Ariusza przetrwały bardzo długo, ponad trzysta lat. Najpopularniejsze były za Konstantyna, szerzyły się za panowania Domicjana, za boskiego Walentyniana i Gracjana popularność ich osłabła. Przetrwały panowanie siedmiu cesarzy, aż do najazdu Gotów. Wielki Turek po dziś dzień jest arianinem. Widzimy wiec, że nie ma herezji, błędu, bałwochwalstwa, nawet rażącego, które nie zyskałyby zwolenników i wyznawców. Widzimy to dziś w sposób oczywisty na przykładzie Rzymu, gdzie papież odbiera cześć boską.

DCLXXIV

Filip Melanchton ma dobre sumienie, bierze więc sobie sprawy do serca. Chrystus dobrze doświadczał naszych przodków, ten, kto należy do Chrystusa musi czuć zęby węża na swej pięcie. Bez wątpienia matka naszego Pana była ubogą panną, gdyż zaręczona została z cieślą, tak jak ona ubogim.

Bądźmy więc radośni i zadowoleni w ubóstwie i niedostatku i pamiętajmy, że mamy bogatego Mistrza, który nie pozostawi nas bez pomocy i pociechy; czyniąc tak, będziemy mieli spokojne sumienie, niech się dzieje z nami tak, jak się podoba Bogu. Ludzie bezbożni tęsknią za tym pokojem serca, jak mówi Izajasz: „Są oni jak fale morskie, a chciwi lichwiarze nie mają spokoju sumienia”.

DCLXXV

Erazm zaraził się w Rzymie i Wenecji naukami epikurejczyków. Wychwala arian bardziej niż papistów, odważa się twierdzić, że Chrystus nazywany jest Bogiem jedynie u św. Jana, gdzie Tomasz Mówi: „Pan mój i Bóg mój”. Jego główna teza głosi, że powinniśmy dostosować się do czasu lub, jak mówi przysłowie, ustawiać się tak, jak wieje wiatr; dbał jedynie o siebie, by mieć łatwe i przyjemne życie – umarł też jak epikurejczyk, bez żadnej pociechy od Boga.

DCLXXVI

To pozostawiam jako moja ostatnią wole i testament, czego was biorę za świadków: uważam Erazma z Rotterdamu za najzagorzalszego wroga Chrystusa. W swym katechizmie, dziele, które spośród jego pism najmniej mogłem znieść, nie naucza on niczego stanowczego, nigdzie nie mówi: to czyń a tego nie czyń, zasiewa jedynie w sumieniach młodych błędy i rozpacz. Napisał przeciwko mnie książkę zatytułowaną Hyperaspites, w której usiłował bronić swego dzieła o wolnej woli, przeciwko temu co napisałem w De servo arbitrio, której twierdzenia nigdy nie zostały odparte, ani nie zostaną nigdy odparte przez Erazma, gdyż jestem przekonany, że to co napisałem w tej kwestii jest niezmienną prawdą Bożą. Jeśli Bóg jest w niebie, Erazm pozna pewnego dnia i zrozumie, co uczynił.

Erazm jest wrogiem prawdziwej religii, jawnym przeciwnikiem Chrystusa, wiernym obrazem Epikura i Lucjana.

DCLXXVII

Nic sobie nie robię z jawnych wrogów kościoła, takiego jak papiści, ich władza i prześladowania, nie przejmuję się nimi, gdyż bez nich prawdziwy kościół nie mógłby się zahartować, nie mogą oni powstrzymać Słowa Bożego; poprzez ich wściekłość i prześladowania kościół jedynie wzrasta. Istnieje jednak zło wewnętrzne, pochodzące od fałszywych braci, ono szkodzić będzie kościołowi. Judasz zdradził Chrystusa, fałszywi apostołowie wypaczyli [natomiast] i sfałszowali Ewangelię. Przez takich właśnie ludzi diabeł psuje i niszczy kościół.

DCLXXVIII

Wiem dobrze, jak tłumaczyć słowo hypocritia. Hipokryta, jak to słowo to obecnie rozumiemy, jest terminem zbyt łagodnym i słabym na określenie fałszywego brata, powinno się go raczej określi słowem sycophanta, nikczemny łotr, który dla swych własnych korzyści psuje innych. Takimi byli słudzy Saula którzy, ze względu na swe korzyści, przemawiali przeciwko sprawiedliwemu Dawidowi, obmawiając go w obecności króla, przez co kraj został skalany. Hypocritia to nie tylko hipokryta, czy pochlebca, który udaje miłość do kogoś i przemawia miłymi dla ucha słowami, ale też ten, kto powoduje zepsucie pod maską świętości, jak to pokazuje przykład z 23 rozdziału św. Mateusza. Św. Hieronim mówi: „Udawana świętość jest podwójnym złem”.

DCLXXIX

Najzaciętszą i najpoważniejszą walkę toczą chrześcijanie z fałszywymi braćmi. Gdyby fałszywy brat otwarcie powiedział: Jestem Piłatem, Herodem czy Annaszem, tj. gdy odrzucił imię wierzącego chrześcijanina i otwarcie przyznał, że jest wrogiem Chrystusa, wówczas cierpliwie moglibyśmy znosić wszystko zło, jakie mógłby nam wyrządzić. Nie możemy jednak ścierpieć i nie ścierpimy, by człowiek taki nosił imię chrześcijanina; tę władzę nad sumieniami my duchowni słusznie wzięliśmy na siebie, należy ona do nas poprzez Boga i nie żadną miarą ścierpimy, by nas jej pozbawiono.

DCLXXX

Poprzez nauczanie Ewangelii przegnaliśmy księży i zakonników, a teraz dręczeni jesteśmy przez fałszywych braci. Słusznie napisane jest: „Przyszedł do swego, a swoi go nie przyjęli”.

DCLXXXI

Dziwię się, że nic nie napisano o łotrostwie, jakie Judasz wyrządził Chrystusowi. Jestem przekonany, że uczynił on to w głównej mierze słowami, gdyż Chrystus nie na darmo ubolewa nad nim w Psalmie 42. Bez wątpienia udał się on do arcykapłanów i starszych i przemawiał przeciwko Chrystusowi, mówiąc: ja również chrzciłem, teraz jednak widzę, że  jest to śmieszne i nic nie warte. Ponadto był on złodziejem, chciał odnieść wielką korzyść zdradzając Chrystusa (podobnie jak Wetzell i inni chcą zdradzając nas zostać wielkimi panami), był niegodziwym, zatwardziałym łotrem, inaczej Chrystus przebaczyłby mu, jak przebaczył Piotrowi. Piotr jednak upadł ze słabości, Judasz natomiast z niegodziwości.

DCLXXXII

Judasz był niezbędny między Apostołami, jak każdy z nich. Odparł on bowiem wiele argumentów heretyków, którzy twierdzili, że nikt nie może chrzcić, a jedynie ten, kto ma Ducha Świętego. To, co czynił on mocą swego urzędu, było dobre i słuszne, gdy jednak stał się złodziejem, uczynił źle i zgrzeszył. Dlatego musimy oddzielić i odróżnić jego urząd od jego osoby, gdyż Chrystus nie nakazał mu kraść, ale wypełniać swój urząd: nauczać, chrzcić etc. Judasz odparł również zarzuty, jakie niektórzy wysuwają względem nas, mówiąc: „Jest wśród was, protestantów, wielu niegodziwych łotrów, fałszywych braci i nie postępujących po chrześcijańsku oszczerców”. Tu pojawia się Judasz i mówi: „Ja również byłem Apostołem, ja również zachowywałem się i postępowałem jak człowiek mądry światową mądrością i polityk, znacznie lepszy od innych Apostołów, nikt nie podejrzewał, że krył się we mnie ktoś tak zepsuty”. Judasz podczas wieczerzy Pańskiej jest obrazem papieża, który choć trzyma trzos, jest nikczemnym łotrem, złodziejem, chciwcem, który pomimo to wychwala Chrystusa – oto prawdziwy Iskariota.

tłum. Scriptor

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s