Czy Adhortacja Apostolska Amoris laetitia znosi jeden z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu?

Michael Matt, Thomas More

 

Czy Adhortacja Apostolska Amoris laetitia znosi jeden z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu?

 

Nie da się tego powiedzieć inaczej: pomimo zapewnień autora adhortacja Amoris Laetitia stanowi w istocie próbę dokonania prawdziwej rewolucji w doktrynie moralnej Kościoła, kosztem dotychczasowego nauczania o nierozerwalności małżeństwa i warunkach przystępowania do Eucharystii.

Nawet z perspektywy czysto świeckiej cały ten nużąco rozwlekły i kiepsko napisany tekst ocenić można jedynie jako przykład amatorskiego postmodernistycznego dekonstruktywizmu.

Aby osiągnąć swój cel, jakim jest dekonstrukcja sakramentów małżeństwa oraz Eucharystii, adhortacja przedstawia sakramentalną miłość małżeńską jako istną izbę tortur, roztaczając przed oczyma czytelnika wizję rozmaitych nadużyć, seksizmu, wykorzystywania, rozterek emocjonalnych i problemów natury finasowej.

Jak nieustannie przypomina, sakramentalne małżeństwo wymaga od współmałżonków stałego praktykowania wzajemnego miłosierdzia i gotowości do przebaczania.

Posługując się językiem stanowiącym jawny dowód na niezrozumienie natury miłości małżeńskiej, Franciszek wymienia wśród czynników utrudniających wytrwanie w dożywotnim związku również utratę urody oraz choroby towarzyszące procesowi starzenia. Twierdzenia takie są po prostu absurdalne i stanowią przejaw rozpowszechnionego obecnie kultu młodości, któremu uległa niestety również znaczna część naszej hierarchii.

Powołując się  na tak zróżnicowane i znaczące autorytety jak „wschodni mistrzowie”, Erich Fromm, Martin Luter King, Uczta Babette, rozliczne wcześniejsze wypowiedzi samego Franciszka, a okazyjnie nawet wyrwane z kontekstu cytaty z Biblii, autor adhortacji domaga się, by Kościół odstąpił od jednoznacznego piętnowania cudzołóstwa i rozwodów. Jak twierdzi, doprowadzi to do ograniczenia występowania tych zjawisk.

Paradoksalnie, pomimo kreślonego przez siebie przerażającego obrazu sakramentalnego małżeństwa, Franciszek zachęca osoby pozostające w nieformalnych związkach do zawierania związków sakramentalnych. Nie znajdujemy jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś „żyjący w grzechu” miałby chcieć zawrzeć związek o tak przerażających konsekwencjach, zwłaszcza iż odnieść można wrażenie, że instytucja ta nie jest już postrzegana jako nierozerwalna de facto, nawet jeśli jest taką obecnie de jure. W pewnym miejscu małżeństwo określone zostało nawet kontraktu.

Co więcej, odnośnie tzw. koncepcji stopniowości, zauważyć trzeba że jej praktycznym skutkiem jest uznanie przez AL, że wszystkie akty są mniej lub bardziej równowarte. Czyni to ona przez stwierdzenie, że nawet w złych rzeczach istnieje pewne dobro. Wynika z tego, że złe rzeczy są w istocie autentycznie dobre. Przykładowo kohabitacja jest wyrazem miłości, miłość jest dobra, a więc kohabitacja jest dobra.

Ponadto przyjęcie tzw. koncepcji stopniowości umożliwia cudzołożnikom (znajdującym się w stanie grzechu ciężkiego) przystępowanie  w pewnych okolicznościach do Komunii św.. Jedna kwestia postawiona została jednak jasno: nikt nie może być pozbawiony sakramentów na stałe.

Choć dokument porusza jedynie kwestię osób żyjących w „nieformalnych związkach”, wydaje się iż nie ma racjonalnych powodów, aby logika ta nie została zastosowana do wszystkich ludzi żyjących w grzechu ciężkim. Przyjmowanie Komunii przez wszystkich żyjących w grzechu śmiertelnym, jakiegokolwiek rodzaju, pozostawione jest sumieniu grzesznika oraz jego duszpasterza. Jest to jedynie jedna z bomb zegarowych jakie napotkać można na kartach Amoris laetitia. Znaleźć w niej też można ustępy, które w przyszłości wykorzystane być mogą do usprawiedliwiania zniesienia celibatu, a kto wie, być może nawet legalizacji związków homoseksualnych między księżmi. Drzwi zostały uchylone (…)

Adhortacja zdaje się sugerować, że przystępowanie do Komunii przez publicznych cudzołożników nie powinno nikogo gorszyć. Odnieść można wrażenie, iż jedyną kategorią ludzi zasługujących na to, by pozbawić ich dostępu do sakramentów, są osoby winne wyzysku i innych form niesprawiedliwości społecznnej, do których Franciszek odczuwa głęboką odrazę.

Treść Amoris laetitia powinna skłonić wszystkich katolików, w tym również katolickich biskupów, do poważnej refleksji nad kierunkiem obecnego pontyfikatu. Z utęsknieniem oczekujemy na dzień, w którym przywódcy nasi znów przemawiać będą w sposób jasny i jednoznaczny, wiernie powtarzając tradycyjne nauczanie Kościoła.

W międzyczasie pozostaje nam powtarzać sobie, że adhortacja nie jest tak zła, jak być mogła. Jak stwierdził z tryumfem pewien komentator: „Uniknęliśmy najgorszego”.

Czy jednak naprawdę? Do jakiego stanu zostaliśmy sprowadzeni, jeśli brak herezji w adhortacji papieskiej wystarcza nam do otrąbiania zwycięstwa?

Oczywiście w rzeczywistości niebezpieczeństwo nie zostało zażegnane. Wszystko przebiega dokładnie według zaplanowanego scenariusza. Adhortacja stanowi zaledwie Akt I „synodalnego procesu” zmierzającego do stworzenia „nowego Kościoła”, o którym tyle słyszeliśmy podczas październikowego Synodu o rodzinie.

Podczas końcowej konferencji prasowej kard. Peter Turkson wyjaśniał obszernie, w jaki sposób proces ten przebiega, że stworzenie tego „nowego Kościoła” może potrwać całe lata i że podczas następnego synodu rozwiązana może zostać kwestia związków osób tej samej płci.

Tak więc zapnijmy pasy…

Czy przesadą jest twierdzenie, że szaleństwa Roku Miłosierdzia oznaczają de facto zniesienie jednego z dwóch grzechów przeciwko Duchowi Świętemu? W Catholic Encyclopedia przeczytać możemy: „Uporczywe i zuchwałe grzeszenie w oczekiwaniu na miłosierdzie Boże jest grzechem przeciwnym do teologicznej cnoty nadziei. Może być ono również postrzegane jako wynik pychy. Zdefiniować je można jako stan duszy która, mając fałszywe wyobrażenie o miłosierdziu Bożym, liczy na osiągniecie zbawienia nie czyniąc równocześnie nic, by na nie zasłużyć, albo też żywi nadzieję na przebaczenie swych grzechów bez uprzedniej skruchy”.

Brzmi znajomo?

Niestety, wszystko wydaje się wskazywać na to, iż jest to dopiero początek ukrzyżowania Mistycznego Ciała Chrystusa we współczesnym świecie.

„Eli, Eli, lama sabachthani?”

tłum. Scriptor

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s