Katolicka Odnowa Charyzmatyczna

Ks. Scott Gardner

 

Katolicka Odnowa Charyzmatyczna

 

 

Wstęp

 

Ochrzczeni w „Duchu”

„Chrzest w Duchu”, „modlitwa językami”, „dar proroctwa” i „osobista więź z Jezusem” to typowe slogany jakimi posługuje się tzw. Katolicka Odnowa Charyzmatyczna, ruch którego początki wiążą się z „rekolekcjami” zorganizowanymi na Duquesne University w Pittsburghu w roku 1967. Do roku 1990 zyskał on na całym świecie 72 miliony zwolenników i posiada obecnie oficjalne struktury w około 120 krajach[1]. Ten gwałtowny rozwój, połączony z niemal całkowitym zarzuceniem przez jego członków nawet nominalnie katolickich praktyk, wierzeń i terminologii, od dłuższego już czasu wywołuje poważne zaniepokojenie wśród wiernych tradycyjnej nauce i dyscyplinie Kościoła. Jako, że w zeszłym roku Katolicka Odnowa Charyzmatyczna świętowała 30-lecie swego istnienia, warto przyjrzeć się pokrótce jej naukom, praktykom oraz historii.

Poniższy cytat, stanowiący typowy przykład literatury charyzmatycznej, odnosi się do „chrztu w Duchu Świętym”, „doświadczenia wiary”, w trakcie którego –  zgodnie z naukami charyzmatyków – ma miejsce „uwolnienie” łaski otrzymanej w sakramencie chrztu, bierzmowania i Eucharystii oraz doświadczenie obecności Bożej w sposób osobisty. Zauważyć w nim można nieortodoksyjny pogląd na naturę sakramentów, który podziela większość osób zaangażowanych w działalność Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej:

„W każdej parafii istnieje wiele grup posiadających własną wizję, cel i zakres posługi (sic). Nikomu nie przeszkadzają Kółka Różańcowe, Legion Maryi, Stowarzyszenie św. Wincentego a Paulo czy wiele innych organizacji parafialnych – lista ta mogłaby być znacznie dłuższa. Skąd więc tyle wrzawy wokół Odnowy Charyzmatycznej? Posiadanie grupy modlitewnej jest przecież dla każdej parafii rzeczą pożądaną. Prawda jest jednak taka, że Katolicka Odnowa Charyzmatyczna to nie tylko cotygodniowe spotkania modlitewne. Serce jej stanowi Chrzest w Duchu Świętym – łaska, która jak sądzę powinna stać się częścią normalnego doświadczenia każdego chrześcijanina. Poprzez chrzest w Duchu Świętym każdy – duchowny czy świecki, mężczyzna czy kobiety, młody czy stary, czarny czy biały, bogaty czy ubogi –ma sposobność powiedzieć Bogu jasno i zdecydowanie «Tak». Chodzi jednak o coś jeszcze więcej. Oprócz nawiązania osobistej więzi z Jezusem Chrystusem, mówimy «Tak» uwalniającej obecności Ducha Świętego oraz Jego darom – charyzmatom. Wielu z nas nie uczyniło tego podczas procesu inicjacji chrześcijańskiej. Możemy uczynić to teraz, pozwalając Duchowi Świętemu przemienić nas w samym rdzeniu naszej istoty i przygotować nas do służby Kościołowi oraz światu”[2].

 

Błędy doktrynalne

Implikacje powyższego twierdzenia powinny być oczywiste dla każdej osoby posiadającej elementarną choćby znajomość katechizmu. Interpretując je w sposób ortodoksyjny i na korzyść autora można je odnieść do sakramentu bierzmowania, w którym Duch Święty przychodzi do nas w sposób szczególny, by uczynić nas prawdziwymi chrześcijanami i doskonałymi żołnierzami Chrystusa.

Gdyby teologia charyzmatyków była bardziej sakramentalna, można by podejrzewać, że mowa jest tu o jakimś „ósmym sakramencie”, niezbędnym rzekomo do uzupełnienia pozostałych siedmiu. Jest jednak dokładnie przeciwnie, charyzmatycy negują jakikolwiek ścisły związek pomiędzy „Chrztem w Duchu Świętym” a sakramentami katolickimi, jako że „obrzęd sakramentalny i doświadczenie religijne są [według nich] wzajemnie uzupełniającymi się elementami podstawowej inicjacji chrześcijańskiej”[3]. A jako, że owe elementy mają charakter komplementarny, charyzmatycy nie widzą powodu by pozbawiać niekatolików czy nawet nie-chrześcijan szansy na doświadczenie „charyzmatów”, przez który to termin rozumieją nadzwyczajne manifestacje działania Ducha Świętego, które okazały się tak pomocne w ekspansji pierwotnego Kościoła i zanikły wkrótce po Czasach Apostolskich.

Uważają więc, iż komplementarna natura obu części „inicjacji chrześcijańskiej” sprawia, że porządek ich jest odwracalny, tj. że nawet człowiek nieochrzczony doświadczyć może owego „Chrztu w Duchu Świętym” i stać się ipso facto chrześcijaninem, potrzebując jedynie „obrzędów sakramentalnych” dla „uzupełnienia” swej „inicjacji chrześcijańskiej”. Status tych osób byłby taki sam jak status katolika, który otrzymawszy sakramenty wciąż potrzebuje postrzegalnej manifestacji przyjęcia niewidzialnej łaski.

Oczywistym jest jednak, że wielu ludzi, niekiedy nawet wielkich świętych, nigdy nie otrzymało tego rodzaju pociech duchowych, a tym bardziej nie doświadczyło nadzwyczajnych manifestacji działania Ducha Świętego. Twierdzenie, że człowiek nieochrzczony, który doświadczył „Chrztu w Duchu Świętym”, jest w jakiś sposób bliższy Bogu niż pobożny, ochrzczony katolik, który nigdy nie miał takich doświadczeń, jest jawnym absurdem.

Wszystko to bierze się z fałszywego założenia, że udzieleniu łaski – albo przynajmniej jej „uwolnieniu” – towarzyszy zawsze emocjonalne doświadczenie. Jest jednak dokładnie przeciwnie, w przypadku udzielenia łaski sakramentalnej jedynym postrzegalnym objawem jej przyjęcia jest często sam tylko znak sakramentalny. Katechizm Soboru Trydenckiego definiuje sakrament jako „znak widzialny niewidzialnej łaski, ustanowiony dla naszego usprawiedliwienia”. Znak ów sprawia to, co wyraża. Ponieważ widzialne znaki wszystkich sakramentów są całkowicie obiektywne i ustalone przez Kościół zgodnie z zaleceniami lub z natchnienia Chrystusa Pana, osobiste odczucia nie mają żadnego wpływu na udzielanie łaski w sakramentach (oczywiście o ile nie ma się sprzecznej intencji).

 

Podstawowe idee ruchu charyzmatycznego i ich niezgodność i doktryną katolicką

Nauka o „Chrzcie w Duchu Świętym”, stanowiąca fundament „teologii” Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, opiera się na fałszywym rozumieniu łaski, doświadczenia i wzajemnego stosunku między nimi. W dalszej części niniejszego artykułu przeanalizujemy kolejno w świetle doktryny katolickiej podstawowe idee ruchu charyzmatycznego oraz fałszywe założenia, na których się one opierają. Niektóre z tych błędów, jak fenomenalizm, gnostycyzm, ekumenizm, protestantyzm i antykwaryzm, zostały już potępione przez Magisterium Kościoła. Fałszywa eklezjologia Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej oraz poważne błędy dotyczące łaski, woli oraz sakramentów wymagają znacznie obszerniejszego omówienia.

Wykażemy, iż pomimo entuzjastycznego poparcia współczesnego duchowieństwa dla tego ruchu, Odnowa Charyzmatyczna jest w zasadniczo niekatolicka, a jej nauk nie da się pogodzić z odwiecznym Magisterium Kościoła. Po przypomnieniu jej genezy  przyjrzymy się poszczególnym jej naukom oraz owocom – wedle polecenia Apostoła: „Wszystko badajcie, a co dobrego jest, zachowujcie” (1Tes 5, 21).

 

Krótka historia ruchu

 

Protestanckie korzenie

Wszelkie starania  charyzmatyków, by wywieść owe manifestacje działania „Ducha” z nieprzerwanej Tradycji Apostolskiej, skazane są na niepowodzenie. Niektórzy z nich twierdzą, że charyzmaty pierwotnego Kościoła zanikły „stłumione” przez hierarchię. O tym jednak, że charyzmaty te nie występowały w Kościele po Czasach Apostolskich, świadczą wyraźnie słowa św. Augustyna, piszącego w wieku IV:

„Kto w naszych czasach oczekuje, że ci na których nakładane są ręce by otrzymali Ducha Świętego powinni natychmiast zacząć mówić językami? (…) Znaki te dostosowane były do czasów. Wówczas bowiem stosowne było, by głosić Ducha we wszystkich językach aby pokazać, że Ewangelia Boża ma być szerzona wszystkimi językami po całej ziemi. Istniało to jednak dla świadectwa i [z czasem] zanikło”[4].

Biorąc więc pod uwagę, iż apostolska tradycja charyzmatów wygasła, trzeba poszukiwać innych źródeł tych współczesnych fenomenów. Większość autorów wiąże początki współczesnego pentakostalizmu z Johnem Wesley’em, byłym pastorem anglikańskim i twórcą metodyzmu. Wesley, który sam był synem anglikańskiego pastora, usiłował „uduchowić” wciąż jeszcze zbyt „katolicką” wedle niego religię anglikańską. Podkreślał znaczenie emocjonalnej osobistej pobożności, „osobistego związku” z Bogiem. Pewnego dnia, po długiej chorobie, doświadczyć miał wylania „Ducha”, wskutek czego uświadomił sobie marność wszystkich swych dotychczasowych wysiłków i pracy. W ten sposób „umocniony”, „ochrzczony w Duchu Świętym”, otrzymawszy – jak je nazywał – „drugie błogosławieństwo”, starał się rozbudzić oziębłe masy anglikanów, będących jedynie nominalnie chrześcijanami, poprzez organizowane przez siebie „spotkania modlitewne”.

Podobieństwa pomiędzy narodzinami metodyzmu oraz początkami Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej stają się jeszcze wyraźniejsze, kiedy weźmie się pod uwagę kolejny krok w rozwoju religii Wesleya. Początkowo organizowane przez jego ruch „spotkania modlitewne” stanowiły jedynie uzupełnienie dla anglikańskiej liturgii niedzielnej. Odbywały się jedynie pod kierownictwem duchownych, po anglikańskiej Wieczerzy Pańskiej. Hierarchia anglikańska szybko zdała sobie jednak sprawę z tego, ku czemu zgromadzenia te zmierzają – i odmówiły dalszego delegowania duchownych do ich przewodniczenia. Ostatecznie Wesley zerwał więzi z hierarchią anglikańską i założył nowy „Kościół” pod swym własnym kierownictwem, choć nie odrzucając anglikańskiego „kapłaństwa”. Trzeba w tym miejscu zwrócić uwagę na znaczną liczbę apostatów z katolicyzmu – formalnych i materialnych – którzy zerwali z Kościołem pod wpływem Odnowy Charyzmatycznej. Osobiście znam pewien protestancki „Kościół” charyzmatyczny złożony niemal całkowicie z byłych katolików.

Właściwe narodziny pentakostalizmu wiązać należy z XIX-wiecznym protestanckim „ruchem odrodzeniowym” (Revivalist Movement), do którego to nurtu należała powstała w roku 1900 w Topeka w stanie Kansas sekta niejakiego Charlesa Parhama. Katoliccy charyzmatycy wiążą początek „wylania Ducha” w czasach współczesnych z tą właśnie heretycką wspólnotą. Krótką historię tej sekty znaleźć można w książce Williama Whalena Minority Religions in America:

„O ponownym pojawieniu się glosolalii (mówieniu językami) donoszono w roku 1901. Pastor Charles F. Parham, zaniepokojony oschłością własnego życia duchowego, wynajął kosztowną rezydencję w Topeka w stanie Kansas i otworzył w niej szkołę biblijną dla 40 uczniów. Po wnikliwych badaniach Pisma grupa ta doszła do wniosku, że mówienie językami jest jednym z dowodów, iż chrześcijanin rzeczywiście otrzymał Chrzest w Duchu Świętym. 31 grudnia 1900 roku o godz. 19.00 należąca do grona uczniów Agnes N. Ozmen ku zaskoczeniu członków zgromadzenia modlitewnego zaczęła modlić się językami. W przeciągu kilku kolejnych dni dołączyło do niej wielu innych.

Przez pięć kolejnych lat, przed otwarciem kolejnej szkoły biblijnej w Houston, Parham pełnił posługę jako objazdowy kaznodzieja. Jeden z jego uczniów, czarnoskóry pastor W.J. Seymore, poniósł przesłanie «pełnej Ewangelii» do Los Angeles, a mające tam miejsce przez 3 kolejne lata odrodzenie przyciągało rzesze ludzi z całego kraju. Wyjeżdżający przeszczepili następnie pentakostalizm do większości dużych miast amerykańskich, jak również do krajów europejskich. Kościoły należące do nurtu Uświęceniowego w dalszym ciągu nie przywiązywały zasadniczego znaczenia do daru języków, wkrótce jednak narodziły się dziesiątki niezależnych Kościołów Zielonoświątkowych”[5].

Powstały w obrębie protestantyzmu pentakostalizm zaczął się szybko rozwijać i zdobywać rzesze zwolenników. Katoliccy autorzy zawsze postrzegali go jako sektę heretycką, nigdy jako „Kościół siostrzany”. Wraz z posoborową rewolucją stanowisko to miało się zmienić, „otwarcie okien na świat” miało oznaczać również otwarcie na religie tego świata, oraz ich Księcia – szatana.

 

Początki „Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej”

W roku 1967, w atmosferze posoborowego zamętu, szaleństw ekumenicznych i szerzącej się apostazji, zaniepokojeni własną oschłością religijną studenci z Duquesne University w Pittsburghu zaczęli ulegać wpływom ruchu pentakostalnego. Z zazdrością obserwując „przemianę” w życiu swych protestanckich przyjaciół postanowili modlić się o podobne „łaski”. Odpowiedź na ich prośby przynieść miały weekendowe „rekolekcje”, w trakcie których zwracali się oni o pomoc do rozmaitych protestanckich pastorów, świeckich i grup modlitewnych. Wszyscy też przyjęli „Chrzest w Duchu Świętym”, w trakcie którego heretycy nakładali na nich ręce.

Nie sposób przecenić znaczenia tego aktu. Katolicy owi poddali się niekatolickiemu obrzędowi quasi-sakramentalnemu – stanowiącemu w istocie parodię sakramentu bierzmowania – a emocjonalne podniecenie wywołane tym grzechem (patrząc na to obiektywnie) przekonało ich o świętości owego doświadczenia. Stali się „katolickimi” charyzmatykami, a ich wpływ szerzył się jak ogień po całym kraju – najpierw w kampusach uniwersyteckich a potem również na zewnątrz.

Cały ten incydent stanowi doskonałą ilustrację tego, jak wielkie znaczenie ma posłuszeństwo nakazom Kościoła. Przez niemal 2 tysiące lat przestrzegał on wiernych, by trzymali się z dala od heretyckiego „kultu”, wiedział bowiem jakie będą tego konsekwencje zarówno dla jednostek jak i wszystkich członków Mistycznego Ciała Chrystusa. Jednak Katolicka Odnowa Charyzmatyczna z dumą przyznaje się do swych ekumenicznych i protestanckich korzeni.

Członkowie jej przyjmują de facto, że Kościół – Ciało Chrystusa – utracił znaczną część depozytu wiary, podczas którą Duch Święty zachował w jakiś sposób w protestantyzmie. Zgodnie z tą logiką protestanci przywracali Kościołowi jego utracone dziedzictwo. To aroganckie i w oczywisty sposób fałszywe twierdzenie sprzeczne jest z dwoma dogmatami wiary: extra ecclesiam nulla salus – poza Kościołem nie ma zbawienia, oraz z prawdą o nieomylności Kościoła. O obu z nich powiemy szerzej za chwilę.

Obecnie w praktycznie każdej diecezji istnieje ośrodek koordynacyjny „odnowy”, funkcjonują charyzmatyczne grupy modlitewne, odbywają się seminaria, konwencje, rekolekcje etc. Charyzmatycy działają na każdym poziomie hierarchii i są licznie reprezentowani wśród duchowieństwa – zwłaszcza zakonnego. Jak pokażemy za chwilę, od wpływu ich nie uchronił się nawet sam Rzym.

 

Reakcja hierarchii

Pomimo usilnych starań, by uzyskać oficjalne poparcie najwyższych rangą hierarchów dla oficjalnego uznania Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej przez Kościół, akt taki nigdy nie miał miejsca. Paweł VI i Jan Paweł II wielokrotnie przyjmowali charyzmatyków na audiencjach i mówili o nich w wygłaszanych przez siebie orędziach; w roku 1990 Papieska Rada ds. Świeckich uznała Catholic Fraternity of Covenant Communities (międzynarodową organizację charyzmatyczną) jako prywatne stowarzyszenie świeckich katolików[6]; nigdy jednak nie ogłoszono żadnego oficjalnego dokumentu dotyczącego Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. Charyzmatycy, jak wszyscy liberalni katolicy, zwykli przypisywać nieomylność nieoficjalnym dokumentom papieskim do nich się odnoszących i interpretując je na swa korzyść, lekceważąc równocześnie autorytatywne potępienia liberalnych praktyk i wierzeń.

Pomimo to, nie brak obecnie entuzjastów odnowy charyzmatycznej na każdym szczeblu hierarchii kościelnej. Liczni diakoni, kapłani, biskupi, kardynałowie i papieże bywali i nadal są zwolennikami tego ruchu, o ile nie wręcz członkami Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. Fakt, iż ludzi ci, którzy powinni posiadać gruntowną wiedzę teologiczną, ulec mogli fascynacji tak absurdalnymi poglądami i praktykami, stanowi poważne oskarżenie wobec współczesnego systemu formacji seminaryjnej.

Półoficjalne wyniki „badań” ruchu przez Krajową Konferencję Episkopatu [USA] nigdy nie zostały zaakceptowane przez to ciało jako oficjalne stanowisko: stały się jedynie podstawą dla „wytycznych duszpasterskich” dla indywidualnych diecezji. Raport z roku 1969 stwierdzał:

„Pod względem teologicznym [stwierdzić trzeba], iż istnienie tego ruchu uzasadnione. Posiada on silny fundament biblijny. Trudno byłoby powstrzymywać działanie Ducha, które manifestowało się tak obficie w pierwotnym Kościele (…) Trzeba co prawda przyznać, że istnieją nadużycia [w wykonywaniu tzw. charyzmatów], lekarstwem jest jednak nie negowanie ich istnienia, ale ich właściwe używanie”[7].

Raport z roku 1969 kończy się zaleceniem, by zezwolić na rozwój ruchu pod nadzorem biskupów i kierownictwem kapłanów.

Warto tu zauważyć, że biskupi zaakceptowali bez oporu jedno z najniebezpieczniejszych założeń Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, a mianowicie że współczesne fenomeny, przypominające znane z kart Nowego Testamentu opisy prawdziwych charyzmatów, są prawdziwymi charyzmatami prawdziwymi po prostu dlatego, że są do nich podobne, zaś Duch Święty jest rzeczywistym sprawcą tego zjawiska jedynie dlatego, że to On był sprawcą charyzmatów 2 tysiące lat temu. Ze szkoda dla Kościoła całkowicie zlekceważono możliwość, że owe nadzwyczajne zjawiska mogłyby być omamem diabła, któremu nie przeszkadza bynajmniej, jeśli ludzie modlą się więcej, o ile ostatecznie będzie mógł pociągnąć ich za sobą do piekła.

W roku 1975 biskupi USA ogłosili „Oświadczenie ws. Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej”, dokument wedle ich własnych słów „duszpasterski w tonie i treści” i „nie wyczerpujący całego zagadnienia”. Potwierdzał on istnienie w obrębie ruchu pewnych niebezpiecznych elementów: elitaryzmu, biblijnego fundamentalizmu, przywiązywania przesadnego znaczenia do darów, powierzchownego ekumenizmu i tzw. małych wspólnot wiary. Podkreślał też potrzebę właściwej formacji liderów ruchu. Co ciekawe, sami biskupi nie posunęli się do twierdzenia, że Katolicka Odnowa Charyzmatyczna jest dziełem Ducha Świętego, choć przyznawali, że istnieją tego budujące znaki w pewnych dziedzinach[8].

Jednym z najbardziej wpływowych orędowników Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej wśród hierarchii kościelnej był Leon Józef kard. Suenens, emerytowany arcybiskup Malines-Brussels, należący podczas II Soboru Watykańskiego do frakcji liberalnej. Po przejściu na emeryturę w roku 1979 kard. Suenens większość czasu poświęcał na podróże i pozyskiwanie poparcia dla Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. Z okazji 25 rocznicy jej powstania napisał m.in.:

„Współcześni chrześcijanie muszą odkryć na nowo jądro przesłania chrześcijańskiego, zostali już wystarczająco «zsakramentalizowani» i «zewangelizowani». Obecnie odkryć musimy na nowo i wyjaśnić, co tak naprawdę czyni człowieka chrześcijaninem. Musimy pomóc chrześcijanom być świadomymi swej wiary i przeżywać ją bardziej osobiście. Wielu zmienić musi swe socjologiczne lub odziedziczone chrześcijaństwo na pełne i aktywne życie wiary, oparte na osobistej decyzji i podjęte z pełną świadomością”[9].

Podobnie jak w przypadku większości liberalnych deklaracji, również te słowa są wystarczająco mętne, by mogły być interpretowane w sposób ortodoksyjny, trudno jednak nie zauważyć protestanckiej terminologii.

Również Jan Paweł II skierował przesłanie na 6 międzynarodowe zgromadzenie Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej w roku 1987, łącząc w nim milczącą aprobatę (vide postawa zajęta przez biskupów amerykańskich), uznanie wierności ruchu „duchowi Vaticanum II” oraz osobistą fascynacją zbliżającym się Nowym Tysiącleciem:

„Żywotność oraz owoce Odnowy świadczą z pewnością o przemożnej obecności Ducha Świętego w Kościele w okresie posoborowym. Dzięki Duchowi Kościół nieustannie zachowuje swą młodość i witalność. Odnowa Charyzmatyczna jest zaś wspaniałą manifestacją tej żywotności, pełnym mocy potwierdzeniem tego «co Duch mówi do Kościołów» (Ap 2, 7) w czasie, gdy zbliżamy się do końca drugiego millenium”[10].

Jedynym pozytywnym skutkiem współczesnego kryzysu autorytetu jest obserwowane obecnie pragnienie poznawania historii Kościoła i jego Magisterium. Pisma Ojców i Doktorów Kościoła, którzy prawdziwie kierowani byli przez Ducha Świętego, cechują się zarówno głęboką mądrością jak i przenikliwością. Sekty „spirytualistyczne” pojawiały się już nieraz w historii Kościoła – przyjrzyjmy się więc pokrótce, jaką postawę zajmowali względem nich współcześni im hierarchowie.

 

Analogie historyczne

Jest faktem niezaprzeczalnym, że w Czasach Apostolskich zdarzały się nadzwyczajne manifestacje działania Ducha Świętego i że odegrały one znaczącą rolę w szerzeniu Ewangelii na całym znanym wówczas świecie. Widzimy to jasno z samych Dziejów Apostolskich. Manifestacje takie miały konkretne cele: szerzenie Ewangelii wśród ludów różnych języków (np. św. Piotr w dniu Pięćdziesiątnicy) czy też potwierdzanie wiarygodności lub świętobliwości mówcy.

Równie niezaprzeczalne jest jednak, że owe nadzwyczajne zjawiska zanikły po Czasach Apostolskich – Kościół osiągnął bowiem już moralną powszechność i okrzepł do tego stopnia, że nadzwyczajne manifestacje działania Ducha Świętego nie były już pomocne czy konieczne.

Niemniej jednak co jakiś czas pojawiały się grupy „spirytualistyczne”, których wierzenia i praktyki ściągały na ich członków potępienia ze strony Kościoła. Do najbardziej znanych należeli joachimici, zwolennicy Joachima z Fiore z XII wieku, fratricelli, schizmatycki odłam franciszkanów z wieku XIII i XIV oraz moliniści (kwietyści) z wieku XVII.

Joachim (ok. 1132-1202) był opatem cystersów, który większość swego życia poświęcił studiowaniu Pisma Św. Posiadał umysł mistyka i spędził wiele lat badając księgi Pisma w poszukiwaniu ukrytych znaczeń najdrobniejszych jego ustępów (praktyka ta, „prowadzenie przez Ducha”, jest jedną z charakterystycznych cech współczesnych charyzmatyków). Pod koniec swego życia przedłożył swe pisma Rzymowi.

Joachim głosił błędne tezy odnoszące się do Trójcy Przenajświętszej, które potępione zostały później przez IV Sobór Laterański. Szczególnie wiele zamieszania wywołała głoszona przez niego mistyczna idea odnosząca się do historii. Joachim utrzymywał mianowicie, że historię świata podzielić można na trzy okresy, z których każdy odpowiadał jednej z Osób Trójcy Świętej. Pierwszy z nich był okresem Prawa i Boga Ojca, drugi okresem Ewangelii i Boga Syna, trzeci zaś (który miał wg niego dopiero nadejść) okresem wolności i Boga Ducha Świętego, czasem powszechnej miłości i zaniku instytucji kościelnych, w którym odrodzeni ludzie kierować się będą sami duchem Ewangelii. Nauki te potępione zostały już po śmierci Joachima przez papieża Aleksandra VI[11].

Podobieństwo między tymi dziwacznymi naukami a frazesami charyzmatyków o „nowej erze Ducha” jest oczywiste. Bardziej jeszcze niepokojąca jest fascynacja Ojca Świętego Nowym Millenium. Co więcej, w ramach przygotowań na Wielki Jubileusz roku 2000, sam Jan Paweł II ogłosił rok 1998 „Rokiem Ducha Świętego”:

„Kościół nie może się przygotować do obchodów roku dwutysięcznego w inny sposób, jak tylko w Duchu Świętym. To, co dokonało się za Jego sprawą, może też tylko za Jego sprawą wyłonić się z pamięci Kościoła”[12].

I dalej papież pisał:

„Do najważniejszych zadań związanych z przygotowaniem Jubileuszu należy zatem ponowne odkrycie obecności Ducha Świętego (…) W życiu Kościoła zaś tymi znakami są: uważniejsze nasłuchiwanie głosu Ducha Świętego, czego wyrazem jest przyjęcie charyzmatów i promocja laikatu, intensywna działalność na rzecz jedności wszystkich chrześcijan, znaczenie przypisywane dialogowi z religiami i ze współczesną kulturą”[13].

Te zdumiewające słowa pokazują wyraźnie, iż papież wiąże idee ekumenizmu, sekularyzmu i laicyzacji z Nowym Milenium i działaniem Ducha Świętego. Podobieństwo tej idei do koncepcji Joachima, który pisał o „panowaniu Ducha poprzez powszechną miłość”, co doprowadzić miało do ustąpienia wszelkiej formalnej religii wobec ducha Ewangelii, jest co najmniej niepokojące.

Główną grupę uczniów Joachima stanowili „spirytualistyczni” franciszkanie. W sto lat po jego śmierci bezpośrednimi spadkobiercami jego myśli stali się fratricelli, których interpretacja Ewangelii doprowadziła ich do konfliktu z władzami zakonu oraz z papieżem. Ostatecznie uznali oni, że w porównaniu do ich własnego „uduchowienia” Kościół jest zepsuty i cielesny, i że jedynie oni są prawdziwymi wyznawcami Ewangelii. W roku 1318 zostali ekskomunikowani przez papieża Jana XXII[14].

Charyzmatycy twierdzą że są „w pełni katolikami”. Jak pisze niejaka Betty Nunez: „Nie twierdzę, że inni katolicy nie wierzą, kiedy jednak jesteś odnowiony przez Chrzest w Duchu Świętym, twoja wiara staje się żywa”[15]. Niezależnie od intencji autorki tych słów, stanowią one zniewagę wobec katolików nie związanych z odnową charyzmatyczną. Jest to równoznaczne z twierdzeniem, że wiara ich jest martwa i że jedynie charyzmatycy posiadają wiarę żywą. Jest to bardzo bliskie stanowisku zajmowanemu przez fratricelli.

Miguel de Molinos (1628-1696) błędnie interpretował katolickie nauczanie o naturze i łasce. Zamiast przyznać, iż łaska buduje na naturze, nauczał że jedyną drogą do uświęcenia jest całkowite   poddanie się duszy działaniu Boga (tj. Ducha Świętego). Na pierwszy rzut oka brzmi to ortodoksyjnie, zwłaszcza jeśli rozważa się to w kontekście ortodoksyjnym, twierdzenie to zawiera jednak poważny błąd. Molinos wymagał od duszy całkowitej pasywności, która jako jedyna umożliwić mogła działanie łaski Bożej. Czwarte z jego potępionych przez Kościół twierdzeń stanowi streszczenie wszystkich pozostałych błędów: „Naturalna aktywność jest wrogiem łaski i utrudnia działanie Boże oraz prawdziwą doskonałość, ponieważ Bóg pragnie działać w nas bez nas”. Nie chodzi tu więc o podporządkowanie woli jednostki woli Boga, ale o unicestwienie własnej woli i zastąpienie jej wolą Bożą. W wyniku takiego „unicestwienia” człowiek wolny byłby od wszelkiej odpowiedzialności za swe czyny, ponieważ stałby się niejako automatem[16].

Charyzmatycy zwykli są stawiać pytanie: „Czy Jezus jest Panem twojego życia?”. Katolicy pragną oczywiście, by Zbawiciel był „Królem i Panem wszystkich serc” oraz Królem całego świata – wszyscy powinniśmy starać się realizować Społeczne Panowanie Chrystusa Króla. Ważne jednak, by rozumieć różnicę między tymi dwoma stanowiskami. Katolicy pragną kształtować swą wolę w taki sposób, by zgodna była z wolą Bożą. Natura osiąga pełnię swej doskonałości jedynie wówczas, gdy ukierunkowana jest na cel nadprzyrodzony. Moliniści (i charyzmatycy) chcą natomiast unicestwić swą własną wolę i przyjąć postawę całkowicie pasywną wobec działania Boga. Oto typowy przykład literatury charyzmatycznej w tej kwestii:

„Jezus uczył się woli Ojca poprzez codzienną z Nim zażyłość (…) Czy wzrastam w «praktykowaniu obecności Boga» w każdym dniu mego życia? Czy staram się działać i osiągać, czy też przyjmuję postawę przyjmowania? Czy moje uszy wewnętrzne są wyćwiczone, dzięki czemu potrafię usłyszeć Ducha Świętego i postępować wedle Jego łagodnego tchnienia? Postępowanie za Duchem przypomina wchodzenie do rzeki i przyzwolenie, by jej nurt nas poprowadził”[17].

Trzeba sobie uświadomić, że takiej właśnie dyspozycji wymaga się od charyzmatyka, zanim będzie on w stanie zademonstrować fizyczną manifestację działania „Ducha”. Jak inaczej można by wytłumaczyć owo wicie się, wydziwianie i publiczne bełkotanie w kościele u zwykłych pozornie ludzi? Prawdopodobne wydają się dwa wyjaśnienia: albo osoba taka rzeczywiście pragnie – być może nieświadomie – wykonywać ten akt ze względu na dynamikę grupy (lub ulegając masowej histerii), albo też całkowite poddanie woli czyni ją otwartą na manifestację „ducha” – a nie jest to bynajmniej Duch Święty! Mówienie językami których się nie rozumie jest klasycznym symptomem opętania.

 

Ruch Maryjny

Jednym z odgałęzień drzewa, jakie stanowi Odnowa Charyzmatyczna, jest fenomen określany przez jego zwolenników jako Rucha Maryjny (Marian Movement), a który normalni katolicy postrzegają raczej jako „manię objawień”. Choć wyczerpujące omówienie tego zjawiska przekracza ramy niniejszego artykułu, postaramy się jednak wymienić najpowszechniejsze i najniebezpieczniejsze jego owoce.

Charyzmatycy przyznawali zawsze szczególne (choć bez przesady) miejsce Najświętszej Maryi Pannie, nazywając Ją „Pierwszą Charyzmatyczką”, która „poczęła mocą Ducha Świętego i była obecna wśród uczniów Jezusa w dzień Pięćdziesiątnicy, kiedy wypełnieni zostali Duchem”[18].

Jak przyznaje wielu charyzmatyków, ruch ich zaczął słabnąć na początku lat 80′. Wówczas to w różnych miejscach świata miały miejsce rzekome objawienia, a jedno z nich zapowiedziane zostało na dwa tygodnie przed faktem, podczas charyzmatycznego spotkania modlitewnego w Rzymie. Wygłoszone zostało wówczas „proroctwo” dotyczące objawień, które rozpocząć miały się niebawem na Bałkanach, w Bośni-Hercegowinie. Zgodnie z proroctwem „Matka Boża” objawiła się w zapowiedzianym czasie i odtąd objawia się tam każdego dnia!

Rzekome manifestacje działania Ducha Świętego o których mówią charyzmatycy oraz „objawienia” doświadczane przez „wizjonerów” z Medjugorie należą oczywiście do dwóch różnych kategorii zjawisk nadprzyrodzonych, w oparciu o moją wiedzę stwierdzić jednak mogę, że poglądy charyzmatyków oraz zwolenników Medjugorie pokrywają się niemal całkowicie. Charyzmatycy pielgrzymują do Medjugorie pomimo zakazu ze strony Kościoła oraz osądu miejscowego ordynariusza, wedle którego zjawiska które mają tam miejsce nie mają absolutnie charakteru nadprzyrodzonego. Można by przypuszczać, że to „Duch” skłania ich do nieposłuszeństwa wobec wyraźnemu zakazowi ze strony Rzymu, podobnie jak „Matka Boża” każe franciszkanom z lokalnej parafii lekceważyć cenzury nakładane na nich przez biskupa miejsca, będące skutkiem ich gorszącego zachowania. Nikt nie wydaje się tym specjalnie przejmować, jak długo „objawienia” te przynoszą profity materialne.

Przesłania do świata z Medjugorie w zdumiewający sposób przypominają „proroctwa” wygłaszane podczas spotkań modlitewnych charyzmatyków. Zawierają one zazwyczaj frazesy na poziomie katechizmu ze szkoły podstawowej, wygłaszane w formie sentymentalnego bełkotu. Oto dwa przykłady.

 

„Proroctwo” charyzmatyczne

„Mój ludu, włożyłem mą chwałę w twoje usta. Wychwalajcie Mnie w każdej sytuacji waszego życia, a ukażę wam moc Mej chwały, mówi Pan! Ludu Mój, odwróć się od zła, przyjdź do Mnie. Bądźcie na świecie ale nie ze świata, czcijcie Mego Syna a dam wam pokój i radość, mówi Pan! Nawet gdyby niewiasta zapomniała dziecka które zrodziła, Ja nie zapomnę o was. Imię wasze zapisane jest na mej dłoni, mówi Pan. Dajcie Mi waszych chorych, a uzdrowię ich, wasze troski a rozwieję je, wasze brzemiona a Ja je poniosę. Ludu mój, pragnę dać ci wolność, mówi Pan”[19].

 

„Przesłanie” z Medjugorie z 9 maja 1985

„Drogie dzieci! Nie wiecie, jak wiele łask Bóg udziela wam w tych dniach, w których Duch Święty działa w sposób szczególny. Nie chcecie się poprawić. Wasze serca zwróciły się ku rzeczom ziemskim i jesteście nimi całkowicie pochłonięci. Zwróćcie wasze serca ku modlitwie i proście, by Duch Święty został na was wylany. Dziękuję wam, że odpowiedzieliście na moje wezwanie(sic)”[20].

Kłamstwa, oszustwa, nieposłuszeństwo i jawna niemoralność duchownych, które towarzyszą tym rzekomym objawieniom, powinny przekonać każdego o ich fałszywości. Wydany przez Rzym zakaz organizowania pielgrzymek oraz decyzja lokalnego ordynariusza w kwestii autentyczności zjawiska powinny skutecznie powstrzymać katolików od udawania się w to miejsce – jednakże każdego roku tysiące ludzi przybywa do Medjugorie, przyciągane rzekomymi „dobrymi owocami” – tzw. nawróceniami, uzdrowieniami, cudami słońca etc.

Wiara katolicka uczy nas, że prawda nie znosi żadnej domieszki błędu, dobro zaś zła. Jak już pisaliśmy, szatanowi w najmniejszej mierze nie przeszkadza, jeśli ludzie „pielgrzymują”, więcej się modlą i budują bardziej emocjonalny związek z Bogiem i Najświętszą Maryją Panną; przeciwnie, pomógłby im nawet wsiąść do samolotu, gdyby tylko był pewien, że ostatecznie pociągnie ich za sobą do piekła.

 

Porównanie koncepcji charyzmatyków i doktryny katolickiej

Ortodoksja każdej praktyki czy wierzenia zależy w ostatecznym rozrachunku nie od odczuć, czy też od tego co na ten temat mówi kapłan, biskup, czy nawet papież (jako prywatny teolog), ale od ich zgodności z Magisterium Kościoła. O tym, czy dane wierzenie jest katolickie czy też nie, decyduje niezmienne nauczanie papieży i soborów powszechnych. Negowanie tego fundamentalnego faktu przez liberalnych katolików stanowi główny powód obecnego kryzysu w Kościele, nie powinno nas więc dziwić, że charyzmatycy głoszą poglądy, które jeszcze 50 lat temu ściągnęłyby na nich sankcje ze strony hierarchii.

Aby w pełni zrozumieć dlaczego ruch ów jest w istocie niekatolicki, konieczna jest analiza jego podstawowych założeń w świetle doktryny Kościoła. Jako że szczegółowa analiza teologiczna tego zjawiska wykracza poza ramy niniejszego artykułu, zasygnalizujemy tu jedynie kilka istotnych problemów, które powinny zachęcić w przyszłości kompetentnych teologów do dalszego studium.

Choć Katolicka Odnowa Charyzmatyczna obejmuje wielką liczbę wspólnot, celowo nie precyzujących wyraźnie swego stanowiska doktrynalnego, lektura jej publikacji pozwala na wyodrębnienie pewnych zasad charakterystycznych dla całego ruchu i wyznawanych – świadomie lub nieświadomie – przez wszystkich jego zwolenników.

 

Fenomenalizm

Główną cechą charakterystyczną tego Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej jest zakorzeniony w XVIII-wiecznym Oświeceniu fenomenalizm. The Catholic Encyclopedia  definiuje go w sposób następujący:

„Termin fenomenalizm odnosi się do każdego systemu filozoficznego, który traktuje o zjawiskach. Zazwyczaj stosowany jest jednak w odniesieniu do pewnych teorii, zgodnie z którymi:

  1. człowiek jest w stanie poznać jedynie zjawiska, a nie substancję w sensie metafizycznym.
  2. cała wiedza odnosi się do zjawisk – a nie do bytów jako takich, (…)

Tak więc według charyzmatyków nie można prawdziwie „poznać Boga”, o ile nie doświadczy się Go świadomie, tj. o ile nie doświadczy się w sposób zmysłowy (zazwyczaj emocjonalny, a niekiedy wręcz fizyczny, jak w przypadku glosolalii – mówienia językami) „Jego Ducha”. Owo duchowe doświadczenie unieważnia niejako objawienie publiczne oraz 2000 lat nauczania Kościoła w kwestiach takich, jak np. ekumenizm.

Dla charyzmatyków samo występowanie fenomenu rzekomo identycznego z prawdziwym charyzmatem istniejącym w pierwotnym Kościele dowodzi Boskiego jego pochodzenia. Liczy się dla nich jedynie doświadczenie, stąd lekceważą całkowicie uprawnione zastrzeżenia intelektu: „Skąd ta licząca 2 tysiące lat przerwa? Czy fenomen ten jest naprawdę tym samym zjawiskiem, które opisane zostało w Piśmie? Czy «Duch» prowadzi nas ku życiu bardziej katolickiemu, czy ku apostazji?” Lekceważenie konieczności „rozpoznawania duchów” prowadzi tu do katastrofalnych konsekwencji, wiemy bowiem że diabeł może działać „cuda”, które naśladują prawdziwie nadprzyrodzone zjawiska, będące dziełem Boga.

Nie ulega wątpliwości, że zwolennicy odnowy charyzmatycznej lekceważą rolę intelektu. W literaturze charyzmatycznej poświęconej pierwszym etapom „wzrostu duchowego” wiele mówi się o tzw. „przechodzeniu od głowy do serca”. „To nie «wiedza głowy» się liczy, ważna jest «wiedza serca». Ta pierwsza jest teologiczna, podczas gdy druga duchowa”[21]. Jak już pisaliśmy, taka „wiedza serca”, sentymentalny stosunek do Boga, nie jest wcale duchowa; ma charakter czysto emocjonalny – tzn. fizyczny! Owi charyzmatyczni „autorzy duchowi” w jawny sposób deprecjonują intelekt, jak gdyby nie został on dany człowiekowi przez Boga: „Intellectum tibi dabo” (Ps 31).

Skażony fenomenalizmem umysł charyzmatyka pojmuje w sposób subiektywny nawet łaskę sakramentalną. Katolicy wiedzą, że sakramenty udzielają łaski ex opere operato, bez względu na duchową kondycję szafarza czy przyjmującego. Oczywiście przyjmujący może być lepiej lub gorzej dysponowany do przyjęcia łaski sakramentalnej, jest ona jednak udzielana bez względu na subiektywne dyspozycje. Dla charyzmatyka natomiast wszystko w życiu duchowym, co nie daje subiektywnej „pociechy” czy nie jest źródłem emocji – nie jest ważnym „doświadczeniem wiary”, a więc konsekwentnie nie udziela łaski.

Pewien zaangażowany w odnowę charyzmatyczną kapłan tak pisze o sakramencie pokuty:

„Podczas sakramentu pojednania otrzymujemy uzdrowienie w postaci przebaczenia oraz większej odporności na pokusy. Dlatego właśnie czujemy się znacznie lepiej po odbyciu dobrej spowiedzi”[22].

W podobnie subiektywny sposób pochodzą nawet do Komunii św.:

„Kiedy modlicie się po Komunii, powinniście wyobrazić sobie promienie uzdrawiającego światła wychodzące z konsekrowanej hostii którą właśnie przyjęliście i przepływające przez was”[23].

Dla fenomenalisty, podobnie jak dla charyzmatyka, obiekt nie posiada prawdziwego istnienia w oderwaniu od doświadczającego przedmiotu. Doprowadzając tę logikę do ostatecznych konkluzji rodzi się pytanie o stosunek świadomości do samej siebie. Łatwo więc zrozumieć, dlaczego współczesna religia, posoborowy katolicyzm, stała się niejako religią człowieka, który oddaje cześć sobie samemu.

 

Tendencje gnostyckie

Na przestrzeni wieków Kościół zmuszony był walczyć z wieloma formami gnostycyzmu. Różniły się one w szczegółach, łączyło je jednak wspólne przekonanie o istnieniu „wiedzy tajemnej” czyli gnosis, która czyni jej posiadaczy prawdziwymi wyznawcami, a więc jedynymi przeznaczonymi do chwały nieba. W przypadku charyzmatyków gnozą taką jest doświadczeniem Boga poprzez wewnętrzne lub zewnętrzne manifestacje „Jego Ducha”, które czynią doświadczających tego dziwnego zjawiska „prawdziwymi wyznawcami”.

 

Ekumenizm

Fenomenalistyczna filozofia charyzmatyków posiada również interesujące reperkusje w sferze ekumenizmu. Dla charyzmatyka, podczas II Soboru Watykańskiego „Kościół katolicki wszedł nieodwołalnie na drogę ekumenicznych poszukiwań (…)”[24]. Fakt, iż niekatolicy posiadają udział w tych charyzmatycznych doświadczeniach pozostając równocześnie poza Kościołem legitymizuje w jakiś sposób owe heretyckie sekty. Postawa taka jest czystym fenomenalizmem: Duch Boży jest sprawcą fenomenu x w Katolickiej Odnowie Charyzmatycznej, fenomen x obecny jest również w protestanckiej sekcie y, a więc protestancka sekta y dzieli prawdziwą wiarę z katolickimi charyzmatykami. Fakt, że posiadający chociażby elementarną wiedzę na temat logiki uczeń zdemaskowałby ten fałszywy sylogizm, nie ma dla charyzmatyków znaczenia, jako że logika należy do kategorii „wiedzy głowy” a nie do „wiedzy serca”, którą pysznią się ze względu na swe doświadczenia.

Poniższy dość długi cytat pokazuje, że charyzmatycy uważają za zasadę jedności chrześcijańskiej miłość wzajemną opartą na doświadczeniu:

„Choć cały Kościół, tak duchowni jak i świeccy, muszą odpowiadać na to wezwanie do jedności, w szczególny sposób dotyczy to przywódców Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, jako że zarówno korzenie naszej odnowy pentakostalnej jak działanie samego Boga w Odnowie mają charakter ekumeniczny. Odnowa posiada aspekt ekumeniczny, nie będący bynajmniej aspektem drugorzędnym, ale stanowiącym część jej natury. Z tego właśnie powodu Odnowa Charyzmatyczna nazywana bywa często ekumeniczną łaska dla Kościoła.

Dobrze obrazują to trzy wydarzenia z historii najnowszej. Pod koniec ubiegłego wieku, gdy Leon XIII zachęcał katolików na całym świecie do modlitwy o odnowę Ducha Świętego (sic), [również] wielu ewangelikalnych protestantów gorliwie poszukiwało odnowy w Duchu. Po drugie, ekumeniczny zwrot dokonany przez Vaticanum II stanowił zasadniczy element nowej Pięćdziesiątnicy, wyczekiwanej z utęsknieniem przez cały Kościół katolicki przed i podczas soboru. Po trzecie, kiedy pod koniec lat 60′ narodziła się Odnowa Charyzmatyczna wśród katolików, tę samą odnowę chrztu w Duchu, charyzmatów i wzajemnej miłości (…) dało się zaobserwować wśród chrześcijan innych denominacji na całym świecie (…)

Warunkiem powodzenia [ekumenizmu – przyp. tłum.] jest prawdziwy wzajemny szacunek pomiędzy przywódcami (protestanckich i katolickich charyzmatyków). Kiedy zarówno katoliccy charyzmatycy, jak i ewangelikalni, pentakostalni i bezwyznaniowi przywódcy protestanccy akceptują wartość wiary swych partnerów – jest to solidny fundament. Wzajemne uznanie faktu, że wiara w Jezusa Chrystusa i chrzest (sic) czynią nas braćmi i siostrami w Chrystusie oraz członkami Jego Ciała ma fundamentalne znaczenie dla budowania wzajemnego zaufania, szacunku i przyjaźni. Istnieje bezpośredni związek pomiędzy owym fundamentem opartym na zdrowych relacjach osobistych, a powodzeniem każdej inicjatywy ekumenicznej”[25].

Katolicy wiedzą, że prawdziwa jedność chrześcijan realizowana może być jedynie poprzez powrót błądzących do jedynego prawdziwego Kościoła, założonego i kierowanego przez Chrystusa i rządzonego przez Jego Wikariusza na ziemi, papieża rzymskiego. Jedność Kościoła oparta jest na obiektywnej prawdzie, strzeżonej i głoszonej przez papieży, którzy są zasadą jedności Kościoła. Ludzie nie znajdujący się w jedności wiary lub komunii z Kościołem są – przynajmniej obiektywnie, – heretykami w pierwszym przypadku, schizmatykami zaś w drugim. Nieprzerwana Tradycja Kościoła jednoznacznie stwierdza, że o ile trwać będą w swych błędach, nie mogą osiągnąć zbawienia:

„Ponadto stwierdzamy, ogłaszamy i definiujemy, że absolutnie konieczne do zbawienia, jest by każdy człowiek poddany był papieżowi rzymskiemu”[26].

Wbrew opinii wyznawanej przez charyzmatyków, Pius XII pisał w swej wspaniałej encyklice Mystici corporis:

„«Chrystus – mówi Apostoł – jest głową Ciała Kościoła» (Kol 1, 18). Jeżeli zaś Kościół jest ciałem, musi być czymś jednym i niepodzielnym według słów Pawła św. «Wszyscy jednym ciałem jesteśmy w Chrystusie» (Rzym 12, 5). Nie tylko jednym i niepodzielnym być musi, lecz także czymś konkretnym i widzialnym, jak uczy poprzednik Nasz ś. p. Leon XIII w encyklice Satis cognitum: «Przez to że jest Ciałem, Kościół widoczny jest dla oka». Dlatego dalecy są od prawdy Bożej ci, co wymyślają sobie taki kościół, którego ani dotknąć się, ani widzieć (go) nie można, lecz jest on czymś całkiem duchowym, pneumatycznym, jak mówią, tak iż wiele społeczeństw chrześcijańskich, chociaż ich wiara treścią między sobą się różni, to jednak węzłem niewidzialnym ze sobą są złączone”[27].

W kwestii przynależności do jednego Kościoła Chrystusowego papież pisze:

„Do członków Kościoła w rzeczywistości zaliczać trzeba tych tylko ludzi, którzy sakrament odrodzenia na Chrzcie św. przyjęli i wyznają prawdziwą wiarę, a nie pozbawili się sami w niegodny sposób łączności z Kościołem, ani też władza prawowita nie wyłączyła ich z grona wiernych za bardzo ciężkie przewinienia. «W jednym bowiem duchu, mówi Apostoł, wszyscyśmy w jedno ciało ochrzczeni, czy to Żydzi czy poganie, czy niewolnicy czy wolni» (I. Kor. 12, 13). Jako więc w prawdziwym zgromadzeniu wiernych jedno mamy ciało, jednego ducha, jednego Pana i jeden chrzest, tak też możemy mieć jedną wiarę, tak iż kto Kościoła słuchać się wzdryga, ten ma być, według rozkazu samego Chrystusa, uważany za poganina i jawnogrzesznika (Efez. 4, 5; Mt. 18,17). Dlatego też ci, co wiarą i rządami są od siebie oddzieleni, nie mogą być w takim jednolitym Ciele i w jego jedynym Boskim duchu”[28].

Tak więc, z katolickiego punktu widzenia stwierdzić trzeba, że występowanie prawdziwych charyzmatów wśród protestantów jest wysoce nieprawdopodobne. Gdyby zjawiska tak w ogóle występowały, musiałyby mieć charakter zupełnie wyjątkowy a nie normatywny – i posiadać jeden tylko cel: nawrócenie protestantów na katolicyzm. Tak więc, jeśli nawet prawdziwe charyzmaty nie mogą być podstawą prawdziwej jedności między katolikami a protestantami (jako protestantami), pomysł, iż podejrzane zjawiska z jakimi mamy do czynienia obecnie mogłyby być podstawą dla fałszywej i irenistycznej „jedności” pomiędzy różnymi wyznaniami jest w oczywisty sposób niekatolicki i świadczy o utracie sensus catholicus u ludzi, którzy głoszą tego rodzaju idee.

 

Protestantyzm

Biorąc pod uwagę ekumeniczne i protestanckie korzenie Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej nikogo nie powinno dziwić, że „teologia” charyzmatyków skażona jest w znacznej mierze protestantyzmem. Jedną z cech charakterystycznych protestantyzmu jest postulat sola scriptura, tj. osobistej interpretacji Pisma opartej na „natchnieniu Ducha Świętego” i odrzucanie Tradycji, jako drugiego źródła Objawienia. Jak pokazuje poniższy cytat, charyzmatycy całkowicie podzielają to przekonanie:

„(…) Podstawą Odnowy Charyzmatycznej jest (…) Pismo. Krótkie czytania z Pisma stanowią nieodłączną część spotkań modlitewnych (…) Wedle mojego doświadczenia głód Pisma jest jednym z największych błogosławieństw naszych czasów (…) Oczywistym jest, że ludzie którzy pragną nawiązać osobistą więź z Bogiem, powinni przynajmniej zapoznać się z tą Księgą (…) Duchu Święty, będący źródłem natchnienia Pisma, natchnij nas miłością do Twego słowa. Prowadź nas do tych jego ustępów, które będą najbardziej skuteczne (sic) w naszym życiu i do coraz lepszego poznania Ojca i Syna”[29].

„Święci wszystkich wieków zgodni byli co do tego, że zbliżanie się do Boga na modlitwie umożliwia Bogu zbliżać się do nas, poprzez udzielanie nam swej mądrości (…) Gdy obcujemy z Bogiem, On obcuje z nami. Prawdziwe jest jednak również twierdzenie przeciwne: jeśli otwieramy nasze serca na Jego święte Słowo, dusze nasze wypełnia radosne modlitewne doświadczenie wiary, nadziei i miłości (…) W miarę jak człowiek staje się coraz bardziej świadomy, że «litera zabija, Duch zaś daje życie» (2Kor 3, 6), Duch Święty prowadzić będzie taką pobożną duszę do zrozumienia ukrytego znaczenia każdego ustępu Pisma. Nawet jeśli nie zna się «poprawnej» jego interpretacji, powinno mieć się ufność, że sam Duch dostarczy nam swego światła (…) Być może nasz problem polega na tym, że zbyt wiele czytamy Słowo Boże a zbyt mało go doświadczamy. Istnieje wielka różnica pomiędzy uczeniem się na pamięć ustępów Pisma a myśleniem w duchu prawdziwie biblijnym, zgodnym z intencją Boga (1Kor 2, 11). Istnieje różnica między przechowywaniem Pisma w naszych głowach jałowym jak proch, a sprawieniem, że pulsować będzie ono w naszym sercu poruszając duszę”[30].

Katolicy wiedzą oczywiście, że interpretacja Pisma Świętego należy wyłącznie do Kościoła – który jest prawdziwie kierowany przez Ducha Świętego – a nie do indywidualnego czytelnika. Poniższy ustęp z dekretów Soboru Trydenckiego wyjaśnia tę zasadę w sposób jednoznaczny:

„(…) ponadto, by skruszyć bezczelność zuchwalców, sobór postanawia, by nikt polegając na swym własnym osądzie w sprawach wiary i moralności, które należą do budowania doktryny chrześcijańskiej i wypaczając Pismo Święte wedle swych własnych opinii, nie śmiał interpretować go w sposób sprzeczny z interpretacją Świętej Matki Kościoła, której obowiązkiem jest wydawanie osądu co do prawdziwego sensu i interpretacji Pisma, czy nawet tłumaczyć go w sposób sprzeczny z jednomyślnym zdaniem Ojców, choćby interpretacje te nie przeznaczone były do upubliczniania. Ci, którzy sprzeciwiają się temu postanowieniu winni być napominani przez swych ordynariuszy i ukarani wedle przepisów prawa”[31].

Nauczanie to potwierdzone zostało w wyznaniu wiary Soboru Trydenckiego i przez Konstytucję Dogmatyczną o wierze katolickiej I Soboru Watykańskiego[32].

 

Antykwaryzm

Liberałowie często podkreślają, że pragną jedynie powrotu do praktyk pierwotnego Kościoła. Tym samym fortelem posługiwali się w przeszłości Luter, Hus oraz inni heretycy dla zamaskowania prawdziwego charakteru wprowadzanych przez siebie innowacji. Katolicy wiedzą jednak, że wiara pierwotnego Kościoła była całkowicie ortodoksyjna oraz że formy liturgiczne i praktyki Kościoła podlegały autentycznemu rozwojowi (nie ewolucji!) do momentu, w którym zewnętrzna forma kultu wyrażała w sposób najdoskonalszy prawdy wiary. Tak więc rzekome „nawarstwienia” w liturgii świętej przed II Soborem Watykańskim nie były w rzeczywistości „nawarstwieniami”, ale przejawem uprawnionego rozwoju liturgicznego, którego skutkiem był większy stopnień doskonałości kultu Bożego.

O błędzie tym, rozpowszechnionym już podczas jego pontyfikatu, pisał Pius XII:

„Natomiast nie jest rzeczą ani mądrą, ani godną pochwały wszystko i w każdy sposób cofać do starożytności. I tak, aby użyć przykładu, błądzi kto chce ołtarzom przywrócić pierwotny kształt stołu; kto chce wykluczyć czarny kolor z szat kościelnych; kto nie dopuszcza w kościele posągów i świętych obrazów; kto wymaga, aby wizerunek Zbawiciela przybitego na krzyżu tak był dostosowany, iżby na Jego ciele nie było znać okrutnych mąk, które poniósł (…)”[33].

Analogicznie tym wszystkim, którzy argumentują że obecność charyzmatów w pierwotnym Kościele dowodzi ich przydatności (czy nawet konieczności) również dzisiaj, katolicy odpowiedzieć mogą, że jedno wcale nie musi wynikać z drugiego. Charyzmaty posiadały bardzo specyficzny cel w bardzo specyficznym czasie – miały umożliwić ekspansję Kościoła. Jak pisał Pius XII:

„Ten Kościół, utworzony we krwi swojej w dzień Zielonych i Świątek, wzmocnił [Zbawiciel – przyp. tłum.] osobliwą siłą z nieba zesłaną. Gdy bowiem uroczyście ustanowił na dostojnym urzędzie tego, którego już przedtem mianował Namiestnikiem, wstąpił do nieba, a siedząc po prawicy Ojca, Oblubienicę swoją objawić światu i ogłosić raczył widzialnym przyjściem Ducha Św. wśród gwałtownego szumu wichru i ognistych języków. Albowiem podobnie jak Sam, gdy rozpoczynał swe publiczne życie, był od Ojca swego przez Ducha św., pod postacią gołębicy zstępującego i unoszącego się nad nim, objawiony, podobnie i wtedy, gdy Apostołowie mieli rozpocząć swój święty zawód opowiadania Ewangelii, Chrystus Pan zesłał z nieba Ducha swego, który dotykając ich ognistymi językami, miał jakby palcem Bożym wskazać i objawić to niebieskie posłannictwo Kościoła i nadprzyrodzony jego urząd”[34].

Jak już pisaliśmy, zanik tych zewnętrznych manifestacji działania Ducha Świętego pokrywał się w czasie z osiągnięciem przez Kościół moralnej powszechności. Pragnienie powrotu do praktyk, które stosowne były dla wcześniejszych czasów i nigdy nie miały mieć charakteru powszechnego jest w istocie czystym antykwaryzmem. Jak już wskazywaliśmy, lekceważenie Tradycji, takie o jakim pisze św. Augustyn w przedstawionym wyżej cytacie dotyczącym charyzmatów, jest typowe dla protestantyzmu – podobnie jak usprawiedliwianie tej postawy poprzez odwoływanie się do „natchnionej” interpretacji Pisma przez każdego indywidualnego charyzmatyka.

 

Błędy dotyczące natury Kościoła

 

Jego misja

Charyzmatycy twierdzą, że misją Kościoła jest uwielbienie Boga: „Uwielbienie jest raison d’etre Kościoła”[35]. Choć jednak oddawanie czci Bogu jest bez wątpienia wymogiem sprawiedliwości człowieka wobec jego Stwórcy, nie może być ono postrzegane jako powód, sine qua non, ustanowienia przez Chrystusa Kościoła. Zbawiciel nie ustanowił Kościoła jako czegoś w rodzaju fanklubu swej Osoby – ale dla udzielania przez wszystkie wieki owoców swego Odkupienia. Jak wyjaśniają Ojcowie I Soboru Watykańskiego w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele (Pastor Aeternus):

„Wiekuisty Pasterz i Biskup dusz naszych, w celu ustawicznego przekazywania dzieła zbawienia, postanowił zbudować Kościół święty, w którym jak w domu Boga żywego wszyscy wierni byliby objęci więzami jednej wiary i miłości”[36].

Magisterium wyraźnie sprzeciwia się fałszywemu poglądowi charyzmatyków na misję Kościoła, podważając w ten sposób ekumeniczny fundament tego ruchu.

Choć nie ulega wątpliwości, że ostatecznym celem każdego zewnętrznego działania Trójcy Przenajświętszej jest większa chwała Boga, bezpośrednim celem założenia Kościoła było zastosowanie względem ludzi owoców Odkupienia. „Uświęcenie rodzaju ludzkiego poprzez przekazywanie prawdy, Przykazań oraz łaski Chrystusa jest bezpośrednim celem Kościoła”[37]. Obiektywnie rzecz biorąc, wskutek tego aktu chwała Boża objawia się w sposób wyrazistszy; subiektywnie zaś – w jego rezultacie człowiek pragnie chwalić Go żarliwiej. To pomieszanie celu obiektywnego oraz subiektywnego jest cechą charakterystyczną Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej i ma swe źródło w fenomenalizmie.

 

Jego doskonałość i niezniszczalność

Twierdzenie, że charyzmaty, pomimo braku ich występowania przez niemal 2 tysiące lat, posiadają zasadnicze znaczenie dla misji Kościoła, oznacza de facto zakwestionowanie doskonałości i niezniszczalności Kościoła, należącymi do jego podstawowych atrybutów. Doskonałość ta wynika z obietnicy danej przez Chrystusa Pana św. Piotrowi (Mt 16, 18). „Kościół ustanowiony przez Jezusa Chrystusa będzie trwał na wieki, przynajmniej w swych zasadniczych atrybutach”[38]. Zauważmy tu, że doktryna ta gwarantuje jedynie, że Kościół istnieć będzie aż do końca czasów, nie wyklucza jednak zniszczenia wielkich jego części. Tak więc charyzmaty muszą być postrzegane jako nie posiadające zasadniczego znaczenia dla jego misji.

Wieczność (doskonałość) Kościoła wynika z faktu, iż jest on ostateczną religią, która nie może być już zastąpiona przez inną. Aby wypełnić powierzoną mu przez Boga misję musi on zachować wszystkie elementy, posiadające zasadnicze znaczenie dla jej realizacji[39].

Tak więc każdy aspekt życia Kościoła, który nie byłby (przynajmniej ze swej natury) stały i powszechny – nie posiada zasadniczego znaczenia dla jego misji. Aspektami takimi są bezsprzecznie charyzmaty, nie posiadają one więc zasadniczego znaczenia dla misji Kościoła i nie są chronione przez przywilej niezniszczalności, jakim obdarzył go Zbawiciel. Wysuwane przez charyzmatyków twierdzenie o zasadniczym znaczeniu charyzmatów podważa w istocie – jak już wskazywaliśmy – jego doskonałość, gdyby bowiem zasadniczy element Kościoła zanikł na niemal 2 tysiące lat, obietnica Zbawiciela okazałaby się fałszywa.

 

Jego Magisterium

Nasz Pan Jezus Chrystus założył widzialny Kościół, który jest jeden, święty, katolicki i apostolski. Do swych Apostołów, pierwszych biskupów, powiedział: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody (Mt 28, 19) oraz „Kto was słucha, mnie słucha” (Łk 10, 16). Magisterium czyli urząd nauczycielski Kościoła jest nieomylny gdy:

  1. Papież występujący ex cathedra lub sobór powszechny w jedności z papieżem ogłasza definitywne orzeczenie w sprawie wiary lub moralności
  2. papież, sobór lub biskup przedstawia nauczanie zwyczajne, pozostające w zgodzie ze sformułowanym już nieomylnym nauczaniem.

Kwestia Magisterium ma zasadnicze znaczenie dla obecnego kryzysu w Kościele, liberałowie uważają bowiem, że mogą beztrosko wyrzucić do kosza całe liczące 20 wieków nauczanie katolickie zgodnie z zachciankami współczesnych duchownych. Charyzmatycy dodaliby do tego zapewne jeszcze potrzebę kierowania się  „osobistym natchnieniem Ducha Świętego”.

Często słyszy się dyskusje o różnicy między nauczaniem „przedsoborowym” a „posoborowym”. Trzeba powiedzieć jednoznacznie, że papież ani sobór nie mogą – na mocy Bożej gwarancji – jednostronnie anulować zdefiniowanego uprzednio nauczania Magisterium Kościoła. Nie chodzi o to, co ktoś uznaje za katolickie a co nie – przeciwnie, nieomylne nauczanie katolickie jest faktem historycznym, całkowicie niezależnym od osobistych „natchnień” papieża, kardynała, biskupa, kapłana, duchownego czy świeckiego. Jak pisał Pius XII:

„Dając bowiem Kościołowi swojemu święte źródła wiary, dał mu Bóg zarazem żywy Urząd Nauczycielski, który to, co w depozycie zawiera się mniej jasno i jakby w zawiązku, ma dokładniej wyjaśnić i rozwijać. Prawa więc autentycznej i miarodajnej interpretacji depozytu wiary nie udzielił Boski Zbawiciel ani poszczególnym wiernym ani samym nawet teologom, tylko Urzędowi kościelnego Nauczycielstwa”[40].

 

Źródło problemu

 

Katolicka nauka o łasce

Prawdopodobnie to właśnie nauka o łasce jest dziedziną, w której charyzmatycy oddalają się najbardziej od doktryny katolickiej – to właśnie ich fałszywa koncepcja łaski stanowi korzeń wszystkich ich błędów. Jak już pisaliśmy, charyzmatycy kładą nacisk na fakt, że przyjęciu (lub przynajmniej „uwolnieniu”) łaski towarzyszyć powinno zawsze jakieś zjawisko podpadające pod zmysły. Innymi słowy twierdzą oni, że chrześcijanie w których duszach Bóg działa prawdziwie zawsze działanie to odczuwają. Jest to z pogląd z gruntu fałszywy.

Łaska uświęcająca, która „uświęca duszę” „udziela duszy nadprzyrodzonego piękna (…) czyni człowieka usprawiedliwionego przyjacielem Boga (…) Świątynią Ducha Świętego (…) dzieckiem Bożym (…) [i] daje mu prawo do dziedzictwa nieba”[41] jest dla duszy całkowicie nieodczuwalna. Nie wyklucza to możliwości objawienia przez Boga jednostce stanu łaski, objawienie takie jednak z pewnością należy do rzadkości i nie może być, wbrew twierdzeniom charyzmatyków, czymś normatywnym. Jak uczy Sobór Trydencki:

„Każdy, kto zastanowi się nad sobą i swą własną słabością oraz niegodnością, może odczuwać lęk i obawę co do tego czy znajduje się w stanie łaski, ponieważ nikt nie może wiedzieć z pewnością wiary, która nie może być przedmiotem błędu, że [rzeczywiście] osiągnął łaskę Bożą”[42].

Oczywiście Bóg może udzielić postrzegalnych łask uczynkowych (choć nie wszystkie łaski uczynkowe muszą być postrzegalne) komukolwiek chce, jednak nawet w sferze łask uczynkowych postrzegalność nie jest warunkiem sine qua non. Ponieważ wiele łask uczynkowych jest postrzegalnych, a charyzmatycy kładą nacisk na postrzegalność łaski, mylą oni łaskę uczynkową z łaską uświęcającą, a w skutek tego negują de facto tę drugą.

Praktyczne zanegowanie łaski uświęcającej oznacza odrzucenie zarówno katolickiej nauki o usprawiedliwieniu (nieomylnie wyłożonej przez Sobór Trydencki) oraz co za tym idzie katolickiej doktryny dotyczącej zewnętrznego działania Trójcy Świętej, o czym za chwilę. Konsekwencje tego są dla każdego oczywiste. Słusznie mówi się, że pozornie małe błędy co do zasad prowadzą ostatecznie do niezwykle niebezpiecznych i błędnych wniosków. Tak więc podkreślanie przez charyzmatyków postrzegalności łaski stanowi niejako korzeń całego ich systemu błędów.

 

Katolickie nauczanie o charyzmatach

Jest faktem niezaprzeczalnym, że Bóg udziela niekiedy pewnym ludziom postrzegalnych łask uczynkowych, niekiedy nawet w postaci nadzwyczajnych fenomenów. Przykładami tych ostatnich mogą być prawdziwe charyzmaty, obecne w Kościele Czasów Apostolskich. Jeden z najpoważniejszych błędów charyzmatyków polega właśnie na traktowaniu tego, co miało charakter nadzwyczajny, jako czegoś zwyczajnego – a nawet koniecznego dla wszystkich.

Łaski, jakie udziela Bóg człowiekowi podzielić można na kilka kategorii. Jeden tych podziałów odróżnia gratia gratis data od gratia gratum faciens. Pierwsza z tych terminów, tłumaczony zwyczajowo jako łaska darmo dana, oznacza łaski, które udzielane są konkretnym osobom dla dobra Kościoła. Do kategorii tej należą takie nadzwyczajne dary łaski jak charyzmaty (proroctwo, dar cudów, dar języków etc., por. 1Kor 12, 8), kapłańska władza Konsekracji oraz hierarchiczna władza jurysdykcji. Posiadanie tych darów jest niezależne od osobistej moralnej dyspozycji ich posiadacza (…)[43].

Termin gratia gratum faciens oznacza łaskę służącą osobistemu uświęceniu, a więc zarówno samą łaskę uświęcającą jak i łaski uczynkowe, które przygotowują do usprawiedliwienia. W przeciwieństwie do łask darmo danych łaski te konieczne są dla wszystkich. Św. Tomasz z Akwinu pisząc o tym rozróżnieniu omawia obie wspomniane kategorie w dwóch odrębnych rozdziałach II-II Sumy teologicznej, znanymi jako „Traktat o łasce” oraz „Traktat o aktach dotyczących w sposób szczególny pewnych ludzi”. W drugim z tych rozdziałów omawia charyzmaty.

Trzeba tu zauważyć, św. Tomasz nigdy nie odnosi się do charyzmatów jako do fenomenów występujących współcześnie. Pisze o nich jedynie w odniesieniu do Czasów Apostolskich. (…)

Podkreślmy to raz jeszcze: prawdziwe charyzmaty były darami, które umożliwić miały szybkie rozprzestrzenienie się Kościoła na cały świat i jego okrzepnięcie przed śmiercią ostatniego z Apostołów. Jak już pisaliśmy i jak wyjaśnione zostało w 2 Liście do Koryntian, celem tych darów było budowanie Kościoła, a nie uświęcenie tych, którym dary te zostały udzielone.

Dar glosolalii dany został Kościołowi by umożliwić mu przepowiadanie Ewangelii ludom wszystkich języków. Z kolei proroctwa, uzdrawianie, cuda etc. dowodzić miały prawdziwości nauki Kościoła i skłaniać do nawrócenia. Gdy Kościół osiągnął moralną powszechność, potrzeba zjawisk takich ustała, a to z kilku powodów – przede wszystkim ze względu na obecność w Kościele ludzi każdej narodowości, a także dlatego, iż Kościół w wystarczający sposób dowiódł już prawdziwości głoszonej przez siebie nauki.

Ten sam argument wysunąć można przeciwko twierdzeniu o występowaniu współcześnie prawdziwych charyzmatów. Jako że Kościół osiągał zarówno moralną jak i fizyczną powszechność, skupiając wiernych – a nawet duchownych – z każdego narodu, jaki pożytek mogłaby przynieść obecnie glosolalia w dziele ewangelizacji? Jak pisał św. Augustyn:

„Choć Duch Święty otrzymywany jest również obecnie, nikt jednak nie mówi językami wszystkich narodów, ponieważ sam Kościół przemawia już w językach wszystkich ludów: ten bowiem kto nie należy do Kościoła, nie otrzymuje Ducha Świętego”[44].

Z drugiej strony przypomnieć należy, że św. Tomasz dopuszczał możliwość „małpowania” przez diabła prawdziwych charyzmatów. Odnośne fragmenty znaleźć można w:

II-II, q. 172 o.5 Czy jakieś proroctwo pochodzi od złych duchów?

II-II, q.  172 o.6 Czy prorocy złych duchów przepowiadają niekiedy prawdę?

II-II, q.178 o.2 Czy źli mogą czynić cuda?

Dobrze wiadomo, że szatan i jego aniołowie mogą czynić znaki, które ludzie nieświadomi biorą za cuda, jak to czytamy w historii Szymona Maga. Tak więc lekkomyślne przypisywanie wszelkich takich nadzwyczajnych fenomenów Bogu wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem. Wielki Doktor Kościoła św. oraz mistyk Jan od Krzyża, tak często cytowany i równocześnie nie rozumiany przez modernistycznych duchowych „guru”, tak pisał o rzekomych „objawieniach pochodzących od Boga” wśród jego współczesnych:

„Toteż dziwię się wielce, że spotyka się jeszcze dzisiaj dusze, nie posiadające za cztery grosze rozwagi, które posłyszawszy w chwilach skupienia jakieś słowa, uważają je wszystkie za słowa Boże. Twierdzą, że tak jest i mówią: «Bóg mi powiedział», «Bóg mi dał taką odpowiedź». Najczęściej, oczywiście, nie są to słowa Boże, lecz ich własne odpowiedzi”[45].

„(…) pożądanie tych objawień otwiera drogę szatanowi, by mógł duszę oszukiwać innymi widziadłami, które umie on bardzo [dobrze] naśladować i przedstawić je duszy jako dobre. Mówi bowiem Apostoł, że diabeł może się przemienić w anioła światłości (2 Kor 11, 14). (…) Jest przeto zawsze rzeczą stosowną, by dusza odrzucała te zjawiska z zamkniętymi oczami, od kogokolwiek by pochodziły. Jeżeli tego nie uczyni, da miejsce zjawom diabelskim i taką moc szatanowi, że nie tylko jedne zjawy będzie przyjmować za drugie, lecz tym sposobem mnożyć się będą te od złego ducha, a ustawać te od Boga i dojdzie do tego, że pozostaną same diabelskie. Doświadczyło tego wiele dusz nieostrożnych i nieroztropnych (…)”[46].

Sam Chrystus Pan przestrzegał Kościół przed niebezpieczeństwami płynącymi z łatwowiernego przyjmowania rzekomych cudów:

„Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych” (Mt 24, 24).

Szczególnym niepokojem przejmować powinno nas inne Jego ostrzeżenie:

„Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: «Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?»Wtedy oświadczę im: «Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!»” (Mt 7, 21-23).

 

Katolicka doktryna o Trójcy Przenajświętszej

Przestawienie dokładnej wykładni dogmatu Trójcy Świętej przekracza ramy niniejszego artykułu, aby jednak uzmysłowić sobie powagę błędów charyzmatyków w tej kwestii trzeba dobrze zrozumieć znaczenie tzw. zewnętrznych misji. Misja, czy też posłannictwo, zakłada istnienie posyłającego, posłanego, oraz miejsce, w które ten ostatni jest posłany. Co do posyłającego i posłanego, teologowie uczą, iż stosownie jest mówić że Bóg Ojciec jest tym, który posyła, Bóg Syn tym, który jest posłany i posyła, zaś Bóg Duch Święty tym, który jest posłany ale nie posyła. Katolicka doktryna o Trójcy Przenajświętszej uczy, że wszystkie zewnętrze akty Trójcy Świętej wspólne są dla Trzech Osób Boskich. Co do miejsca, w które posłana może być jedna z Osób Boskich wyjaśnić trzeba, że choć Bóg obecny jest wszędzie, sposób Jego obecności w każdym miejscu zmienia się, w przypadku posłania jednej z Osób Boskich.

Istnieją dwa rodzaje zewnętrznej misji Trójcy Przenajświętszej: widzialny i niewidzialny. Misja niewidzialna niepostrzegalna jest dla osoby, do której Osoba Boska jest posłana, misja widzialna natomiast jest postrzegalna zmysłowo. Misja niewidzialna pociąga za sobą udzielenie łaski uświęcającej i celem jej jest zamieszkanie Boga w duszy sprawiedliwego. W Piśmie Świętym zamieszkanie to przypisywane jest generalnie Duchowi Świętemu, razem z Nim jednak w duszy sprawiedliwego zamieszkują też Ojciec oraz Syn[47].

Widzialna misja Ducha Świętego obejmowała takie fenomeny jak Jego pojawienie się w postaci gołębicy podczas Chrztu Pańskiego, Jego zstąpienie na Apostołów w postaci języków ognia oraz prawdziwe charyzmaty w Czasach Apostolskich. Misja ta posiada z samej swej natury charakter krótkotrwały i przemijający[48]. Misja niewidzialna realizowana jest poprzez udzielenie łaski uświęcającej, normalnie ma to miejsce poprzez godne przyjęcie sakramentów:

„Jednak głównym dziełem Ducha Świętego jest uświęcanie dusz poprzez łaskę (…) To poprzez sakramenty, a zwłaszcza sakrament Bierzmowania, Duch Święty udziela swej łaski oraz darów”[49].

Tak więc podkreślanie znaczenia odczuwalności łaski, co prowadzi do faktycznego zanegowania łaski uświęcającej, neguje również niewidzialną misję Ducha Świętego oraz redukuje rolę sakramentu z normalnego źródła łask do formalnych obrzędów kościelnych, których rola jest „komplementarna” w stosunku do odczuwalnego „Chrztu w Duchu Świętym” w procesie „inicjacji chrześcijańskiej”.

 

Katolickie nauczanie o łasce uświęcającej oraz woli

Doktryna katolicka naucza, że łaska uświęcająca, którą charyzmatycy w praktyce negują, oznacza pewne uczestnictwo w życiu samego Boga. W interpretacji tej nauki wystrzegać się należy dwóch skrajności. Pierwszą z nich jest błąd racjonalistyczny, który pojmuje uczestnictwo w życiu Boga jedynie jako rodzaj moralnego z Nim zjednoczenia, osiąganego przez naśladowanie przez człowieka doskonałości Bożych. Drugą skrajnością jest koncepcja kwietystyczna i panteistyczna, wedle której dusza unicestwiana jest i przeobrażana w Bóstwo. Taka jest właśnie logiczna konsekwencja idei charyzmatycznych opisanych powyżej.

Katolicy wiedzą, że łaska udoskonala naturę, ale jej nie niszczy. Bóg naprawdę kształtuje duszę na swój obraz i daje jej udział w swym Boskim życiu poprzez moc przekraczającą wszelkie stworzone moce duszy, posługując się jednak tymi mocami, w wolny sposób współpracującymi z Jego łaską. Unicestwianie własnej woli nie jest ani chwalebne ani potrzebne, musi ona zostać – z pomocą łaski  – poddana woli Boga i na nią ukierunkowana.

Odnosząc się do woli i działania Ducha Świętego w duszy ludzkiej, Piusa XII pisał:

„Nie mniej też mija się z prawdą niebezpieczny błąd tych, co z tajemniczej nas wszystkich łączności z Chrystusem Panem usiłują wyprowadzić jakiś niezdrowy kwietyzm, jak go nazywają. Tu błąd na tym polega, że całe życie chrześcijańskie i jego postęp w cnocie przypisuje się jedynie działaniu Ducha Św. z wykluczeniem i odrzuceniem wszystkiego, co z naszej strony należy się czynić jako towarzyszom i pomocnikom. Nie może wprawdzie nikt temu zaprzeczyć, że Św. Duch Jezusa Chrystusa jest tym jedynym źródłem, z którego wypływa wszelka niebieska moc na Kościół i Jego członki. Mówi bowiem Psalmista Pański (Ps. 83, 12): «Łaskę i chwałę da Pan». A jednak to, że ludzie w dziejach świętości niezachwianie trwają i to, że w łasce i cnotach postępują z ochotą, i to nareszcie, że nie tylko sami gorliwie dążą do szczytów doskonałości chrześcijańskiej, ale i innych do osiągnięcia tej wedle sił pobudzają, tego wszystkiego Duch Św. nie chce sam działać, jeśli ludzie z codzienną czynną gorliwością swoich obowiązków nie pełnią. Powiada św. Ambroży: «Albowiem nie śpiącym udzielają dobrodziejstw niebieskich ale czynnym w przykazaniach». Bo jeżeli w naszym śmiertelnym ciele członki nasze nabierają siły i życia i rozmachu przez ciągłe ćwiczenia, o wiele więcej zaiste dzieje się to w społecznym Ciele Jezusa Chrystusa, w którym poszczególne członki posiadają właściwą sobie wolność, świadomość, sumienie i sposób działania. Dlatego ten, co powiedział: «Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus» (Gal 2, 20), nie wahał się też dodać; «Łaska Jego (tj. Boża) nie była we mnie próżna, lecz usilniej od wszystkich pracowałem, ale nie ja tylko, lecz łaska Boża ze mną» (1 Kor 15, 19). Jasno więc stąd widać, że przez te zwodnicze nauki ta tajemnica, o której jest tu mowa, obraca się nie na duchową korzyść wiernych dzieci Kościoła, lecz na ich zgubę i nieszczęście”[50].

 

Niezaprzeczalna sprzeczność

Porównawszy idee głoszone przez charyzmatyków z doktryną Kościoła katolickiego oczywistym staje się, że niezależnie od osobistego stosunku zwolenników Odnowy do Kościoła i wiary świętej, nie jest ona bynajmniej ruchem katolickim, ale podstępem diabelskim. Szeregowy charyzmatyk może zaprzeczać, że wyznaje jakieś błędy dotyczące łaski, Ducha Świętego czy zewnętrznych misji Trójcy Przenajświętszej, taka jest jednak nieunikniona konsekwencja dobrowolnego wyrzeczenia się przez niego intelektu oraz woli.

Poglądy charyzmatyków przypominają błędy znane z wcześniejszych okresów Kościoła, można nawet powiedzieć, że powielają oni herezje wyznawane przez protestantów. Jako że przyjmują oni ideę ewolucji magisterium Kościoła, przytoczone przez nas powyżej argumenty nie zrobią na nich z pewnością większego wrażenia, stanowią bowiem element teologii „przedsoborowej”. Lekceważący stosunek do Tradycji – przypominający postawę protestantów – skłaniać ich będzie do obrony „charyzmatów” – które otrzymali w konsekwencji poddania się niekatolickiemu kwasi-sakramentalnemu obrzędowi sprawowanemu przez heretyków – w oparciu o samo tylko Pismo.

Fakt, iż hierarchowie Kościoła nie potępili Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, zapisze się z pewnością w historii jako zaniedbanie o randze podobnej m do zaniechania potępienia komunizmu przez II Sobór Watykański. Słusznie można by stawiać sobie pytanie czy „Duch”, któremu wierni pozostają charyzmatycy, nie jest w istocie tym samym co „duch Vaticanum II”, tj. duchem tego świata.

 

Odpowiedź katolicka – apologetyka

Jako że wierzenia i praktyki charyzmatyków są bez wątpienia zakorzenione w herezji, można mieć uzasadnione wątpliwości co do ortodoksji ludzi przyznających się do związków z tym ruchem. Oczywiście jedynie Bóg może sądzić dusze, nie wolno nam jednak (…) nazywać prawowiernym kogoś, kogo działania i wypowiedzi na kilometr cuchną herezją. Byłoby to zarówno niesprawiedliwością jak kłamstwem, równie ohydnym jak kłamstwo głoszone przez wyznawców indyferentyzmu religijnego.

„Po owocach ich poznacie ich” powiedział Chrystus Pan Apostołom (Mt 7, 20). Przyglądając się zatrutym owocom ruchu charyzmatycznego każdy zauważyć może sprzeczność wyznawanych przez niego zasad z Magisterium Kościoła, jak również poważne niebezpieczeństwo, jakie stwarzają one dla prawdziwej wiary. Niezależnie od obojętności czy nawet poparcia hierarchii dla Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, mamy obowiązek głosić prawdę o tym ruchu oraz zagrożeniu, jaki stanowi on dla zbawienia dusz.

(…)

Owa apologetyczna ofensywa prowadzana musi być na trzech płaszczyznach:

– katolicy musza starać się zgłębiać prawdy wiary świętej, zwłaszcza w kwestiach atakowanych przez charyzmatyków, rozwijając u siebie silną, obiektywną pobożność liturgiczną opartą na wierze – a nie na doświadczaniu pociech duchowych.

– katolicy muszą grzecznie lecz zdecydowanie odrzucać wszelkie propozycje dyskusji nad tzw. charyzmatami, przedstawianymi obecnie jako prawdziwe. Rzeczowa dyskusja może być prowadzona jedynie w sytuacji, gdy wyznaje się wspólne zasady. Kłamstwa i matactwa w tej kwestii nie mogą doprowadzić do autentycznego postępu w prawdzie, czego jasno dowodzi współczesny „dialog” katolicko-protestancki.

– katolicy muszą znać i potrafić przedstawić w prostych słowach prawdziwe nauczanie Kościoła o sakramentach, łasce, woli, naturze i misji Kościoła oraz charyzmatach. Ci z charyzmatyków, którzy uważają się za prawowiernych i autentycznie poszukują prawdy, będą ich słuchać. Do tych zaś, którzy słuchać nie zechcą, odnoszą się poniższe słowa św. Augustyna:

„Lecz prawda budzi nienawiść— czemu? Czemuż z wrogością ludzi spotyka się Twój sługa głoszący prawdę, jeśli ludzie kochają szczęście, nie będące przecież niczym innym jak radowaniem się prawdą? Może oni w taki sposób kochają prawdę, że ilekroć coś innego pokochają, chcą, by było prawdą to, co kochają? I właśnie dlatego, że nie chcą być oszukiwani, nie lubią kiedy się im udowadnia, że zostali oszukani?”[51].

 

Podsumowanie

Katolicka Odnowa Charyzmatyczna jest chorym drzewem przynoszącym trujące owoce, drzewem zasadzonym przez diabła w sektach protestanckich i przeszczepionym do Kościoła po II Soborze Watykańskim. Wodą, która zapewniła mu wzrost, było szaleństwo współczesnych duchownych, glebę przygotował zaś brak katolickiej formacji wśród kapłanów oraz świeckich. Każdego roku coraz więcej ludzi spożywa jego śmiercionośne owoce, w szczególnym zaś niebezpieczeństwie znajduje się wrażliwa młodzież, poszukująca Boga i życia nadprzyrodzonego, których coraz trudniej znaleźć jej w Kościele posoborowym. Dorasta całe pokolenie ludzi, którzy postrzegają charyzmatyków jako normalnych (czy nawet doskonałych) katolików.

Owoce tego ruchu należą do najbardziej śmiercionośnych darów oferowanych człowiekowi od czasu, gdy ten sam wąż skusił Ewę owocem z Drzewa Znajomości Dobrego i Złego. Oby nowa Ewa, Najświętsza Maryja Panna, której dano skruszyć głowę węża, wstawiała się za Kościołem i uwolniła świat od zagrożenia, jaki stwarza dla niego obecnie Katolicka Odnowa Charyzmatyczna!

tłum. Scriptor

[1] Thomas Foster SI, The Catholic Experience of Renewal, 1993.

[2] Charles Whitehead, Charismatic Renewal – A Challenge, 1993

[3] Vincent M. Walsh, A Key to the Charismatic Renewal in the Catholic Church, 1974, s. 46.

[4] Za William Whalen, Minority Religions in America, 1971, s. 179.

[5] Ibidem, ss. 179-180.

[6] Charles Whitehead, Catholic Charismatic Renewal – At the Heart of the Church?, 1993, cz. 2.

[7] George Martin, An Introduction to the Catholic Charismatic Renewal, 1975, s. 8.

[8] Ibidem, ss. 9-10.

[9] Za Charles Whitehead, Catholic Charismatic Renewal – At the Heart of the Church?, 1993, cz. 3.

[10] Ibidem.

[11] Edmund Gardner, Joachim of Fiora, The Catholic Encyclopedia, 1909.

[12] Jan Paweł II, Tertio Millenio Adveniente, § 44.

[13] Ibidem, §§ 45-46.

[14] Michael Bihk, Fratricelli, The Catholic Encyclopedia, 1909.

[15] Za Richard Scheinin, Charismatic Catholics: Exuberant Worship Style Is Part Of A Startling «Renewal» For San Joseans, „San Jose Mercury News”, 15 czerwca 1996, s. 1E.

[16] Za Denzinger, The Sources of Catholic Dogma, 331-338.

[17] Patty Harrison, Jesus, Lord of My Life, „Living Water”, styczeń 1994.

[18] Scheinin, loc. cit.

[19] Andy O’Neill, The Power of Charismatic Healing: A Personal Account by Andy O’Neill, 1985.

[20] Rene Laurentin, The Apparitions at Medjugorie Prolonged: A Merciful Delay for a World in Danger?, 1987, s. 67.

[21] John Hampsch, C.F.M., Getting excited about the Bible, „SCRC Vision”, 1993.

[22] Dave Schwarz i Sandra Perior, The Healing Sacraments, 1994.

[23] Ibidem.

[24] Jan Paweł II, Ut Unum Sint, § 3.

[25] Kevin Ranghan, Ecumenism and the Catholic Charismatic Renewal Today, „ICCRS: Palazzo della Cancelleria”, lipiec-sierpień 1996.

[26] Bonifacy VIII, Unam Sanctam.

[27] Pius XII, Mystici corporis.

[28] Ibidem.

[29] Andy O’Neill, The Power of Charismatic Healing…

[30] Hampsch, loc. cit.

[31] Za Denzinger, op. cit., 786.

[32] Ibidem, 995 i 1788.

[33] Pius XII, Mediator Dei.

[34] Pius XII, Mystici corporis.

[35] Andy O’Neill, The Power of Charismatic Healing…

[36] Za Denzinger, op. cit., 1821.

[37] Ludwig Ott, Fundamentals of Catholic Dogma, 1974, s. 275.

[38] A. Boulenger, La Doctrine Catholique, 1906.

[39] Ibidem.

[40] Pius XII, Humani generis.

[41] Ludwig Ott, op. cit., ss. 257-259.

[42] Za Denzinger, op. cit., 802.

[43] Ludwig Ott, op. cit., s. 221.

[44] Św. Augustyn, Traktat XXXII, in Joan.

[45] Św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel, II, rozdz. 29.

[46] Św. Jan od Krzyża, op. cit., II, rozdz. 11.

[47] Ludwig Ott, op. cit., s. 74.

[48] Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologica, I, Q. 43, 7.

[49] A. Boulenger, loc. cit.

[50] Pius XII, Mystici corporis.

[51] Św. Augustyn, Wyznania, Księga 10.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s