Nauczanie jako apostolat

Ks. Herve de la Tour

 

Nauczanie jako apostolat

 

Jaki jest ostateczny cel  waszego apostolatu jako nauczycieli w katolickiej szkole? Czy chodzi jedynie o prowadzenie zajęć i wystawianie ocen, staranie się by uczniowie wasi dobrze opanowali zasady gramatyki i arytmetyki? Wszystko to jest oczywiście konieczne, nie jest jednak ostatecznym celem waszej pracy.

Pomimo iż bezpośrednim celem edukacji jest życie intelektualne, jej celem ostatecznym jest stworzenie odpowiednich warunków do rozwoju życia nadprzyrodzonego u waszych uczniów. Chcemy by nasze dzieci czyniły postęp w miłości do Boga, chcemy by stały się świętymi.

Życie łaski (nazywane również życiem wewnętrznym) jest wzniosłą rzeczywistością, o której niestety wielu mężczyzn i kobiet nie myśli, ponieważ nikt nigdy nie uświadomił im jego znaczenia. Ewangelia porównuje dar łaski do skarbu i drogocennej perły, oznacza on prawdziwe uczestnictwo w życiu Trójcy Przenajświętszej. Spoczywa więc na was wielka odpowiedzialność: musicie pomóc waszym uczniom zrozumieć, pomimo pogańskiej atmosfery współczesnego świata, „prymat duchowości”.

Pamiętajcie, że dzieci uczą się cenić różne rzeczy w takim samym stopniu, co dorośli w otoczeniu których przebywają lub których kochają. Tak więc to od was zależeć będzie to, w jakim stopniu dzieci poznają prawdy religijne i pokochają je – nie jest to wyłącznie zadanie kapłanów!

Bóg pragnie posłużyć się wami w doprowadzeniu do siebie dusz powierzonych wam dusz. Im ściślej będziecie z Nim zjednoczeni, tym owocniejsza będzie wasza praca.

Wasze powołanie jako nauczycieli sprawia, iż jesteście niczym sól ziemi czy też światło rozpraszające ciemności. Powinniście rozwijać u siebie przemożne pragnienie, by stać się świętymi. Wasza misja jako przewodników dusz polega na pobudzaniu ich do dążenia do doskonałości.

Jesteście to winni Bogu… Kościołowi…

Jesteście to winni waszym uczniom… ich rodzicom…

Owocność waszej pracy będzie proporcjonalna do waszej własnej świętości. Nauczanie jest prawdziwie apostolatem. Posłuchajcie co pisze Dom Chautard:

„Czyż nie jest prawdą, że częstokroć z powodu braku życia wewnętrznego niezdolni jesteśmy wzbudzić w duszach niczego poza powierzchowną pobożnością, pozbawioną jakichkolwiek ideałów czy silnych przekonań? Czyż ci z nas, którzy są nauczycielami, nie przywiązują często większego znaczenia do wystawiania ocen i reputacji naszych szkół niż do zapewnienia solidnej wiedzy religijnej powierzonym nam duszom? Czy nie marnujemy energii na kwestie mniej istotne niż formowanie woli oraz wyciskanie na właściwie uformowanych charakterach znamienia Jezusa Chrystusa? Czyż najpowszechniejszym powodem tej przeciętności nie jest płytkość naszego życia wewnętrznego?

Jeśli nauczyciel będzie święty (jak mówi przysłowie), uczniowie jego będą gorliwi, jeśli nauczyciel będzie gorliwy, jego uczniowie będą pobożni, jeśli nauczyciel będzie pobożny, uczniowie jego będą przynajmniej przyzwoici. Jeśli jednak nauczyciel będzie jedynie przyzwoity, wówczas uczniowie jego będą bezbożni.  (…)

Nauczyciel który nie prowadzi życia wewnętrznego wyobraża sobie, że czyni wszystko co do niego należy o ile tylko trzyma się ściśle  ram programowych. Jeśli jednak jest on człowiekiem modlitwy, w nieunikniony sposób co jakiś czas wypowiadać będzie uwagi płynące z głębi jego serca, w mowie jego znajdą wyraz pewne pragnienia i uczucia, czynić będzie mimowolnie niejako pewne znaczące gesty – nawet sposób w jaki czynić będzie znak krzyża lub odmawiać modlitwę przed i po lekcji  – nawet jeśli będzie to lekcja matematyki – może wywrzeć silniejszy wpływ na jego uczniów niż całe kazanie”.

Świętość jest trudna, ważne jest jednak by uświadomić sobie, iż Bóg rzeczywiście was do niej wzywa oraz że z wezwaniem tym związana jest również obietnica Jego pomocy. Módlcie się więc o pokorę oraz ufność.

Świętość nie polega na czynieniu rzeczy nadzwyczajnych, ale na wypełnianiu woli Bożej z największą miłością, na jaką was stać. W świętości nie chodzi o „pobożną postawę” czy „pokornie spuszczony wzrok”. Chodzi w niej o kochanie Boga w naszych cierpieniach, o służenie Mu wiernie pośród prób.

W tym roku będziecie pracować bez wątpienia z poświęceniem, jednakże jedynie sam Bóg jest w stanie sprawić, że skutki waszej pracy będą trwałe. Jeśli więc pragniecie szczerze, by praca wasza przyniosła owoc nadprzyrodzony, musicie być z Nim zjednoczeni.

Jak można być Marią i Martą równocześnie? Oto kilka rad:

– poza czasem przeznaczonym na pracę znajdźcie zawsze kilka minut na modlitwę

– cisza jest konieczna, nawet dla ciała (odpoczynek). Jeszcze prawdziwsze jest to pod względem duchowym – aby móc odnaleźć Boga. Pamiętajcie o przykładzie jaki dał nam sam Zbawiciel (30 lat życia ukrytego przed publicznym nauczaniem) oraz Jego Matka (Ewangelie przytaczają jedynie 7 wypowiedzianych przez Nią słów).

– dzięki modlitwie myślnej dusza odzyskuje równowagę, jest zdolna odróżnić kwestie zasadnicze od drugorzędnych i postrzegać wszystko w perspektywie wieczności.

– polegajcie na łasce Bożej, a nie jedynie na własnych wysiłkach.

– dostrzegajcie w waszych uczniach członków Mistycznego Ciała Chrystusa. W każdym z nich żyje Zbawiciel. „Czegokolwiek nie uczyniliście dla jednego z tych braci Moich najmniejszych, i Mnie nie uczyniliście”.

– starajcie się o rozwój własnego życia wewnętrznego poprzez uczestnictwo we Mszy, Oficjum (Nieszporach oraz Komplecie), odmawianie Różańca, korzystanie z kierownictwa duchowego oraz uczestnictwo w rekolekcjach.

– Módlcie się za waszych uczniów

Posłuchajcie co mówi o życiu duchowym jeden z najwybitniejszych wychowawców:

„Nawet ci z nas, którzy prowadzą życie aktywne, również wezwani są do uiszczania dziesięciny w postaci kontemplacji. Zakonnik czy zakonnica żyjący w ścisłej klauzurze prowadzą życie kontemplacyjne w stopniu najdoskonalszym, jednak również każdy z nas, niezależnie od pełnionej funkcji, musi oddać Bogu to, co do Niego należy. Istnieją trzy stopnie modlitwy. Pierwszy, do którego wezwane są dusze konsekrowane, oznacza całkowite podporządkowanie jej swego życia. Modlą się one nieustannie, stosownie do rady danej przez Zbawiciela. Całe ich życie wypełnia Oficjum, Msza czytania duchowe, modlitwa myślna, inne nabożeństwa oraz minimalna ilość pracy niezbędna do zachowania zdrowia fizycznego. Modlą się przez osiem godzin, śpią osiem godzin, pozostały zaś czas dzielą między pracę fizyczną oraz rekreację. Drugi stopnień praktykowany jest przez zakony aktywne oraz świeckich kapłanów, i modlitwa nadal zajmuje w nim główne miejsce. Dusze te modlą się przez cztery godzinny, śpią osiem godzin i osiem godzin pracują – głosząc nauki oraz troszcząc się o chorych i ubogich, pozostałe zaś cztery poświęcają na rekreację.  Trzeci stopień jest dla ludzi w stanie małżeńskim (lub żyjących samotnie), którzy także winni spłacać dziesięcinę swych modlitw przeznaczając na nie około dwóch i pół godziny dziennie – poświęcając osiem godzin na pracę, osiem na sen, pozostałe zaś pięć i pół godziny na rekreację z rodziną.

Modlitwa jest bezpośrednim celem każdej wynikającej  z obowiązku pracy; jest ona pokorną glebą, czarnoziemem naszej natury, nawadnianą przez łzy skruchy. Praca bez modlitwy jest martwa. Modlitwa oraz praca nie są tą samą rzeczą – nie można traktować jednej jako substytutu drugiej, ulegając herezji dobrych uczynków lub popadając w kwietyzm. Praca potrzebuje modlitwy podobnie jak wyschnięta i spękana skóra potrzebuje oliwy, modlitwa wypełnia „pory” pracy i czyni ją podatną, a więc użyteczną dla Boga” (dr John Senior).

tłum. Scriptor

Reklamy