„EXTRA ECCLESIAM SALUS NON EST” W ŚWIETLE NAUKI ŚW. AUGUSTYNA

„EXTRA ECCLESIAM SALUS NON EST” W ŚWIETLE NAUKI ŚW. AUGUSTYNA

Ks. Jan Czuj

Zdanie  to  było  niejednokrotnie  w  ciągu  wieków  kamieniem  obrazy  dla innowierców, a częstokroć  nie rozumieli go i może dziś nie rozumieją katolicy. Jest ono tak starem, jak starym jest  Kościół,  a w  formie podanej w  nagłówku: „Extra Ecclesiam salus non est” datuje się od św. Cypriana, uzasadnienie zaś i pogłębienie jego treści zawdzięczamy św. Augustynowi. Ponieważ Chrystus jeden  założył  Kościół  i  przezeń  jedynie  wskazał  drogę  do  zbawienia,  przeto prosty stąd wypływa wniosek, że Kościół  jest instytucją,  niezbędnie potrzebną do osiągnięcia zbawienia, co uważane negatywnie, pokrywa się z twierdzeniem: Poza Kościołem nie  ma zbawienia – Extra  Ecclesiam salus non est.

Poza  Kościołem  można  mieć  wszelakie  korzyści  doczesne,  a  nawet  w duchownych uczestniczyć obrzędach, lecz do zbawienia to nie wystarczy, gdyż ono  jest  tylko  w  Kościele,  założonym  przez  Chrystusa.  Warunkiem nieodzownym  dostąpienia  zbawienia  jest  tedy  życie  w  Kościele,  lecz  nie  w granicach Kościoła tylko, ale w jedności z nim  i miłości.

Z  tego  przekonania  wypływają  przepiękne  porównania,  jakimi  się Augustyn posługuje. I tak, przyrównuje Kościół do arki Noego, w której znaleźli ocalenie przed wodami potopu tylko ci, którzy się w niej schronili, wszyscy inni poginęli.  –  Po przyjściu na świat Chrystusa zbawić się mogą tylko ci, którzy się znajdą w granicach  Kościoła przezeń założonego.

Kościół  jest  świątynią,  w  której  Bóg  wysłuchuje,  poza  nią  nie  masz wysłuchania  na  żywot  wieczny”;  jest  „ową  świętą  górą,  która  wzrosła  z maleńkiego kamienia, według widzenia Daniela, burząc królestwa ziemi  –  i tak się rozrastająca, że napełnia całą ziemię (Dan. II,  35). Ktokolwiek  by znajdował się  poza  tą  górą,  niech  nie  żywi  nadziei,  iż  będzie  wysłuchany  na  żywot wieczny”.

Najpiękniejsze  bezsprzecznie  jest  porównanie  Kościoła  z  ciałem Chrystusa  –  toteż  Augustyn  w  ślad  za  św.  Pawłem  najżywszych, najwspanialszych  dobiera  barw,  by  odmalować  w  całości  obraz  mistycznego ciała  Chrystusowego  –  jak  nazywa  Kościół.  Chrystus  jest  głową  –  Kościół ciałem.  –  Kto  przyjmuje  chrzest,  staje  się  członkiem  mistycznego  organizmu.

Przynależność ta do Chrystusa i Kościoła jest metafizyczną, fizyczną i prawną  – kto przeto do tej całości nie należy – o zbawieniu marzyć nie może.

Dwie  są  głowy  rodzaju  ludzkiego:  Adam,  praojciec,  fizyczną,  Chrystus duchową –  i jak co do ciała wszyscy ludzie pochodzą o d Adama i na wszystkich przeszedł  grzech  praojca,  tak  przez  Chrystusa  wszyscy  rodzą  się  duchowo  i przezeń tylko dostępują usprawiedliwienia i zbawienia. I jak nie  ma człowieka, któryby co do ciała nie pochodził od Adama, tak nie  może być  nikogo, kto  by się  mógł  duchowo  odrodzić  poza  Chrystusem.  Dwie  również  wszyscy posiadamy  matki:  Ewę,  z  której  wzięliśmy  ciało  i  Kościół,  który  nas  odradza duchowo. A więc dwie mamy pary rodzic ów: Adam i Ewa, dając nam życie doczesne, rodzą  nas  na śmierć; Chrystus  i  Kościół, dając  nam życie duchowe, odradzają nas na życie wieczne. Poza tymi rodzicami nie ma życia w ogóle.  „Non  habebit  Deum  Patrem,  qui  Ecclesiam  noluerit  habere  matrem”  – zdanie,  które  się  stało  hasłem  dla  przyszłych  pokoleń  w  walce  z  heretykami  i schizmatykami, powtarza św. Doktor za Cyprianem.

Tak  zresztą  uczyć  i  wierzyć  musiał  nie  tylko  Augustyn,  ale  każdy,  kto uznawał  Kościół  za  jedyną  instytucję,  powołaną  do  prowadzenia  ludzkości  ku zbawieniu i wyposażoną we wszystkie środki do osiągnięcia tak wzniosłego celu –  przyznać  to  musi  każdy  protestant,  chcący  choć  czasem  uchodzić  za bezstronnego.

Jeżeli  tedy  poza  Kościołem  nie  ma  zbawienia,  to  wszyscy,  którzy  do Kościoła  nie  należą,  muszą  iść  na  potępienie  –  powie  ktoś,  słysząc  tak stanowcze  i  na  pierwszy  rzut  oka  bezwzględne  orzeczenie  Augustyna.  W gruncie rzeczy nie jest tak źle.

Za  genialnym  teologiem  był  Augustyn  i  orlim  swym  wzrokiem  dość daleko sięgał w zbawcze plany i wyroki Boże, by  go można posądzać czy  to o pośpiech,  czy  o  przesadę  w  kwestii  tak  ważnej,  jak  kwestia  zbawienia.  Mimo świadomości swej wartości intelektualnej, Augustyn był człowiekiem pokornym i  chętnie  przyjmował  uwagi,  jak  sam  wyznaje  w  jednym  z  listów  do  św. Hieronima,  a  trudno  przypuścić,  by  się  nie  znalazł  ktoś,  kto  by  się przeciwstawił tej nauce, gdyby ją rozumiano tak, jak wskazują pozory lub gdyby nie uwzględniano motywów, z jakich wypływała.

Że twierdzenie „Extra Ecclesiam salus non est” powtarzane bardzo często w  najrozmaitszych  odcieniach,  wypływało  z  najgłębszego  przekonania Augustyna,  świadczą  o  tym  jego  niestrudzone  wysiłki  celem  przywiedzenia donatystów do upamiętania i skłonienia ich do powrotu na łono Kościoła.

Roznamiętnienie i upór schizmatyków wystawiały cierpliwość wielkiego biskupa Hippony na ciężką próbę i niemal żadnej nie rokowały nadziei. Wobec tego  nie  pozostawało  nic  innego,  jak  odwołać  się  zasadniczo  do  niechybnego sądu Bożego i kary wiecznej, czekającej niepoprawnych grzeszników  –  a więc przede  wszystkim  heretyków  i  schizmatyków.  Postępowanie  tedy błędnowierców,  którzy  poza  Kościołem  szukali  drogi  do  zbawienia,  było powodem,  iż często  i z  naciskiem podkreślał zdanie:  „Poza  Kościołem  nie  ma zbawienia”.

Błędnowiercami  byli  obok  donatystów  różni  heretycy,  występujący  na widownię  w  różnych  epokach  działalności  Augustyna.  Manichejczycy  gardzili Kościołem,  odrzucali  Pismo  św.  i  tradycję,  a  popisywali  się  ezoteryczną filozofią  religii,  powierzchowną,  udaną  ascezą  wywierali  znaczny  wpływ  na ludzi  łatwowiernych,  nieuświadomionych  o  ich  rzeczywistej  wartości.  Ich błędom przeciwstawiał Augustyn jedyną i najpewniejszą drogę przez Chrystusa i Jego Kościół.

Jeszcze  silniejszy wyraz tej myśli, że droga do zbawienia wiedzie jedynie przez Kościół katolicki, dał Doktór w polemice z donatystami, a to dlatego,  iż oni z  pośród ówczesnych sekciarzy najwięcej mieli  pozorów, przemawiających za tym, że w ich łonie jedynie przechowało się nie fałszowane chrześcijaństwo, tym  więcej,  że  w  zasadniczych  rzeczach  zgadzali  się  z  katolikami.  Naiwnych mogła  ujmować rzekoma świętość donatystów, bo przecież wyklinali z pośród siebie  grzeszników,  przynajmniej  w  teorii.  Wielu  z  władców  świeckich sprzyjało  odszczepieństwu,  wszystkich  zaś  prześcignął  w  nienawiści   do Kościoła  Julian  Apostata,  który  usiłował  wyzyskać  błędnowierców  przeciw katolikom, tych poniżając, a tamtych obsypując przywilejami.

Toteż nic dziwnego, jeżeli w takich warunkach biskup katolicki tej miary, co  Augustyn,  na  którego  liczyli  okoliczni  biskup i,  patrząc  na  nieokiełzane niczym  szaleństwa  kacerzy  –  nie  mógł  milczeć  i  musiał  wystąpić  stanowczo, stawiając  kwestię  na  ostrzu  miecza.  Tym  się  tłumaczy  pewnego  rodzaju rygoryzm  u  niego  posunięty  aż  do  zaprzeczenia  możności  zbawienia  poza Kościołem. Zaraz jednak uwzględnić należy to, że Augustyn walczył z herezją i schizmą,  nie  jako  teoretyk,  nie  mający  pojęcia  o  życiu  praktycznym,  ale  jako gorliwy  i  troskliwy  biskup,  który  codziennie  własnymi  oczami  patrzył  na nadużycia  i  wybryki  sekciarzy.  Zastrzega  się  wprawdzie  często,  że  występuje tylko przeciw błędnej nauce, a nie przeciw osobom, ale niemożliwą jest dlań rzeczą ustrzec się zaakcentowania  moralnej nędzy błędnowierców, tym bardziej, że  to  mu  ułatwia  walkę  z  fałszywymi  założeniami.  Augustyn  bowiem  jest mocno  przekonany,  że  nie  ma  kacerza,  któryby  błądził  tylko  w  teorii  przeciw artykułom  wiary,  a  nie  wykraczał  równocześnie  w  praktyce  przeciw  dobrym obyczajom. Manichejczyków znał  Augustyn jak nikt inny, bo przez 9 lat był ich  zwolennikiem;  tu  też  znajomość  znakomicie  mu  posłużyła  do sparaliżowania  zgubnych  wpływów  tych  chełpliwych  i  obłudnych  ascetów, dopuszczających  się  w  rzeczywistości  haniebnych  występków.  By  wykazać różnicę  między obyczajami katolików, a ich obyczajami, napisał w  r. 388 dwie rozprawy:  De  moribus  Ecclesiae  catholicae  i  De  moribus  Manichaeorum.

Zdaniem  Augustyna  z  porównania  tego  każdy  snadnie  wysnuje  wniosek  o moralnej  wartości  jednych  i  drugich.  Manichejczykom  stawia  Augustyn bardzo ciężkie zarzuty, tak co do wiary, jak i co do obyczajów; nawet tak zwani „wybrani”  pośród  nich  dopuszczają  się  czynów  karygodnych,  tak  dalece,  iż trzeba  by  o  tym  pisać  całe  tomy,  by  je  wyliczyć.  Jednym  słowem  całe postępowanie  heretyków  zmuszało  Augustyna  do  stanowczego  potępienia  ich doktryny  i  jej  następstw  –  a  nie  mógł  temu  lepszego  dać  wyrazu,  jak  przez postawienie zasady: Extra Ecclesiam salus non est.

Wiele  również  przyczyniła  się  do  akcentowania  tej  zasady  polemika  z donatystami,  którzy  na  zewnątrz  gorszymi  byli  od  manichejczyków  i  zupełnie nie przebierali w środkach, byle dokuczyć katolikom i szerzyć schizmę choćby pałką i pięścią.

Grozą  i  zemstą  zatrzymywali  zwolenników  w  łonie  sekty,  a  katolikom przeszkadzali  nawet  w  wykonywaniu  praktyk  religijnych.  Urządzali formalne  wyprawy  na  świątynie  i  posiadłości  katolickie,  przy  czym niejednokrotnie  nie obeszło się bez tortur  i krwi rozlewu. Jeden zwłaszcza odłam donatystów, tzw. „circumcelliones”  –  istni rozbójnicy, stanowili przednią straż  i  dopuszczali  się  szalonych  zbrodni  na  rachunek  swych  protektorów, duchownych  sekciarzy,  którzy  tego  wrogiego  ruchu  byli  sprężynami.

Ponieważ donatyści powoływali się często na cechę świętości swej sekty, jako główny  probierz  prawdziwości  ich  kościoła,  przeto  Augustyn  oprócz ogólnikowych  i  sumarycznych  oskarżeń  przytacza  całe  szeregi  konkretnych zarzutów,  świadczących  o  tym,  że  donatyści  nie  tylko  nie  odznaczają  się świętością  życia,  jako  wykwitem  wzniosłych  zasad,  ale  nadto  popełniają  i tolerują u siebie wszelkiego rodzaju nadużycia.

Fatalnym  w  skutkach  zasadom  –  o  ile  je  zasadami  nazwać  można  – heretyków  i  schizmatyków  przeciwstawia  Augustyn  tę  cechę  Kościoła Chrystusowego,  która  najłatwiej  wpada  w  oczy,  tj.  jego  powszechność  czyli katolickość.  Sekciarze oderwali się od całości, zasklepili się w  małym zakątku Afryki, zerwali z tradycją i stanęli do walki z całym katolickim światem  –  a co dziwniejsze  –  i  w  rozterkę  ze  samymi  sobą,  bo  co  innego  głoszą,  a  co  innego czynią. Czy wobec tego może być mowa   o osiągnięciu zbawienia tam gdzie nie  ma odpowiednich  ku temu środków, przede  wszystkim  środków  najszerzej pojętych,  tj.  miłości  i  jedności,  bez  których  nie   ma  ani  odpuszczenia  w  tym życiu, ani zbawienia w przyszłym.

Podaliśmy w  najkrótszych zarysach tło, na jakim się rozgrywała walka  i motywy, jakie skłaniały Augustyna do tak rygorystycznego pojmowania kwestii zbawienia.  Zaznaczyliśmy  jednak  wyżej,  że  rygoryzm  ten  nie  jest  tak bezwzględnym, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. I istotnie tak jest. Augustyn nie  wyklucza  bezwzględnie  możności  zbawienia  poza  Kościołem.  Aby  to twierdzenie  pogodzić  z  poprzednim,  należy  u  św.  Doktora  odróżnić  teorię  od praktyki. W teorii, gdy idzie o zasady, Augustyn głosi nieugięcie zdanie:  Extra Ecclesiam  salus  non  est;  w  praktyce  natomiast,  gdy  wchodzi  w  grę  sprawa zbawienia  jednostek,  okazuje  się  człowiekiem  nader  wyrozumiałym  i wspaniałomyślnym.  Nie  wynika  z  tego  jakaś  chwiejność  czy  niestałość  w zapatrywaniach,  bo  zasady  tej  trzymał  się  od  samego  początku  walki  zdonatystami, o czym świadczy np. ” Psalmus  contra partem Donati” z r. 393, w którym z wielką miłością i słodyczą zwraca się do błędnowierców, wykazując im zgubne skutki odłączenia się od Kościoła, jedynego źródła łaski, i nawołując ich  do  rychłego  powrotu.  Zapewne,  że  silniej  akcentował  teoretyczną  zasadę, gdy  został  biskupem,  bo  jako  pasterz  diecezji  więcej  poczuwał  się  do odpowiedzialności  za  całość  zasad  katolickich.  Mimo  to  jednak  i  wtedy  nigdy nie  zaprzeczał  możności  zbawienia  poza  Kościołem  w  poszczególnych wypadkach. Skąd to wiemy? Wiemy to z oświetlenia przez Augustyna stosunku innowierców  tzn.  heretyków  i  schizmatyków  do  Kościoła.  Heretycy  i schizmatycy,  odłączając  się  od  Kościoła,  nie  zrywają  z  nim  całkowicie,  bo pozostaje wiele rzeczy,  które  ich jeszcze  z nim wiążą, jak  np. chrzest, symbol wiary i inne sakramenty; zrywają zaś w pierwszym rzędzie jedność i zgodę. Augustyn nie zaprzecza przedmiotowej wartości sakramentów i ich ważności po stronie  heretyków  i  schizmatyków  –  owszem,  nawet  wyraźnie  o  niej  mówi; natomiast  jako  główną  przeszkodę  w  oddziaływaniu  sakramentów  poza Kościołem,  podnosi  brak  odpowiedniego  usposobienia  u  tych,  którzy  je przyjmują.

Wina błędnowiercy, przyjmującego sakrament, w stopniu swym zależy od stopnia  jego  świadomości,  z  jaką  go  przyjmuje,  nie  zostając  w  łączności  z Kościołem, jedynym prawnym właścicielem sakramentów.

Wielki  Doktor  Kościoła  zachodniego  nie  zaprzecza  możności  dobrego usposobienia  poza  Kościołem,  chociaż  czyni  to  ostrożnie  i  z  pewnymi zastrzeżeniami, które zresztą są całkiem uzasadnione.

Gdzie  nie  ma  prawdziwej  wiary,  tam  żadna  z  cnót  nie  ma  istotnego gruntu, na którym  by się ostać mogła. Z wiary ma wypływać ta najpiękniejsza z cnót –  miłość, bez której nawet wiara nie zbawia; a nie  ma miłości bez jedności i łączności, przede wszystkim duchowej, bo sama zewnętrzna nie wystarcza.

Z  tego  wynika,  jak  Augustyn  wspaniale  z  Kościoła  widzialnego wyprowadza  Kościół  niewidzialny,  czyli  połączenie  (communio)  tych,  którzy czy  to  w  Kościele,  czy  poza  Kościołem  w  dobrej  wierze  żyją,  według najszczerszego swego przekonania.

Z  tego  również  punktu  widzenia  należy  patrzeć  i  na  stosunek błędnowierców  do  Kościoła;  tych  dzieli  Augustyn  na  dwie  kategorie,  tj. formalnych  i  materialnych  czyli  błądzących  świadomie  i  nieświadomie.

Wszystkie  tedy  rygorystyczne  wyrażenia  odnoszące  się  tak  do  możności zbawienia,  jak  i  ważności  sakramentów  poza  Kościołem,  stosują  się  do heretyków i schizmatyków  f o r ma ln y c h , tj. zdających sobie sprawę ze swego postępowania. Posądzanie Augustyna o brak tolerancji   nie  ma najmniejszego uzasadnienia,  jak  również  zarzut  ekskluzywności  katolickiej  moralności  i rygorystycznego  pojmowania  kwestii  zbawienia.  Tak  mogą  sądzić  ci,  którzy albo nie czytali Augustyna, albo czytając, nie chcieli rozumieć.

Jakkolwiek według Augustyna poza Kościołem nie  ma Ducha Świętego, – to  przecież  łaska  Boża  mimo  to  może  oddziaływać  i  na  odszczepieńców  w kierunku  nawrócenia.  Oderwanych  od  Kościoła  przyrównuje  św.  Doktór  do połamanych  gałęzi,  które  mogą  jeszcze  zrosnąć  się  w  jedno  z  życiodajnym pniem.  Dopóki  żyją,  nie  można  zupełnie  wątpić  o  ich  zbawieniu,  bo  i względem  ich  niezmierzonym  jest  miłosierdzie  Boga.  Wielkości  tego miłosierdzia  i  cierpliwości  Bożej  doznał  Augustyn  na  sobie  samym,  jak  mało kto i tyle musiał złamać przeszkód na drodze do nawrócenia, czemu wspaniały wyraz dał w Wyznaniach – że trudno przypuścić, iżby później zapomniał o tym i stał  się  nieubłaganym  dla  błądzących  w  wierze,  zwłaszcza  zrodzonych  i wychowanych  poza  Kościołem.  Augustyn  przyznaje,  że  niejednokrotnie nawet najgorsi heretycy mogą działać w dobrej wierze. Nie może jednak być zbawiony  ani  usprawiedliwiony  ten,  kto  poznawszy  Kościół,  czy  to  z  lektury ksiąg świętych, czy po jego cechach lub w   inny sposób, mimo to zerwał z nim łączność lub zerwanej łączności nie nawiązał.

Według  Augustyna  możliwym  jest  usprawiedliwienie,  zasługujące  na żywot  wieczny,  dokonujące  się  w  duszy  człowieka  bez  zewnętrznej  pomocy, wtedy  mianowicie,  gdy  ta  zewnętrzna  pomoc  i  widzialne  środki  są  dlań niedostępnymi.  Dobre  usposobienie,  „recta  dispositio”  w  wypadku  extremae necessitatis  zastępuje  sakrament  chrztu;  w  ten  sposób  np.  zbawił  się  łotr  na krzyżu.  Przekonywująco  dowodzi  wielki  biskup  Hippony,  że  od  początku rodzaju  ludzkiego,  a  raczej  od  obietnicy  Odkupiciela,  objawiał  się  Chrystus różnymi sposobami ludzkości,  i w każdym czasie  byli tacy, którzy weń wierzyli; byli tacy już w erze patriarchalnej od Adama do Mojżesza; byli zwłaszcza wśród narodu wybranego,  a nie brakło ich  i wśród pogan. Co z tego wynika? Oto, że Bóg  nigdy  nie  skąpił  łaski  swej  i  środków,  wiodących  do  zbawienia  –  a odmawiał ich tylko tym, którzy z własnej woli i winy stali się ich niegodnymi.

Widzimy  tedy  z  tego  krótkiego  przedstawienia  sprawy,  iż  Augustyn bardzo roztropnie pojmuje kwestię zbawienia  –  nie potępia z góry nikogo  –  jest wyrozumiałym na słabości ludzkie –  i zasadę: „Extra Ecclesiam salus non est” w ten sposób  i w tym  znaczeniu  głosi,  iż każdy ze spokojnym sumieniem  na  nią zgodzić się może.

Advertisements