Franciszek: „Bóg nie może być Bogiem bez człowieka”

Christopher A. Ferrara

 

Franciszek: „Bóg nie może być Bogiem bez człowieka”

 

Podczas audiencji generalnej w minioną środę papież Bergoglio wygłosił kolejną ze swych równie niezwykłych co dziwacznych opinii:

„Możemy być dalecy, wrodzy; możemy nawet powiedzieć iż jesteśmy «bez Boga». Jednak Ewangelia Jezusa Chrystusa wyjawia nam, że Bóg nie może obyć się bez nas: nigdy nie będzie Bogiem «bez człowieka», nie może On być bez nas – i jest to wielka tajemnica!” [Dio non puo essere Dio senza l’uomo: rande misterio e questo].

Innymi słowy wg papieża Bergoglio Bóg potrzebuje człowieka dla uzupełnienia swej natury. Oczywiście każdy posiadający choć minimalną wiedzę z zakresu katechizmu dziesięciolatek wie, że Bóg nie potrzebuje niczego i że stworzenie przez Niego człowieka stanowiło dobrowolną manifestację Jego nieskończonej miłości. Co więcej, istota która potrzebowałaby czegokolwiek z samej definicji nie mogłaby być Bogiem, Istotą najwyższą i źródłem wszelkiego istnienia, ale jedynie jakąś istotą niższego rzędu. Nawet Platon uznawał bowiem w świetle samego tylko rozumu ludzkiego, że Bóg musi być „sumą wszelkich doskonałości”.

Łatwo można by przejść do porządku dziennego nad powyższą opinią papieża Bergoglio, przypisując ją po prostu niechlujstwu językowemu, którego efektem był wspominany nonsens. Wydaje się jednak, że za tym nonsensem kryje się coś głębszego i bardziej jeszcze nonsensownego, jak również bardziej niebezpiecznego dla Kościoła: „teologia ewolucji” Teilharda de Chardin, którą przyszły papież Bergoglio nasiąkł jeszcze podczas swej formacji jako liberalny jezuita w latach 60 i 7 XX wieku, pomimo potępienia herezji de Chardina przez Święte Oficjum za pontyfikatu Jana XXIII.

Już w swej „ekologicznej encyklice” Laudato si wspominał on o „wkładzie Teilharda de Chardin” w przypisie do zdania, w którym pisał:

„Cel drogi wszechświata to Boża pełnia, którą osiągnął już zmartwychwstały Chrystus, będący fundamentem powszechnego dojrzewania”.

Innymi słowy wedle papieża Bergoglio Chrystus osiąga „pełnię Bożą” poprzez ewolucję, ponieważ poprzez ewolucję stał się On zmartwychwstałym człowiekiem i w rezultacie „fundamentem powszechnego dojrzewania”, który doprowadzi wszystkie rzeczy do osławionego teilhardowskiego Punktu Omega. Sam Teilhard, heterodoksyjny teolog i naukowiec zaangażowany w aferę tzw. Człowieka z Piltdown, miał czelność twierdzić w swym The Heart of the Matter: „To właśnie Chrystus w najgłębszym sensie tego słowa zbawia – czy nie powinniśmy jednak dodać również natychmiast, że również Chrystus jest zbawiany przez ewolucję?”

Artykuł Johna-Henry’ego Westena zamieszczony na portalu Lifesitenews.com zwraca również uwagę na ewidentne nawiązywanie przez papieża Bergoglio do teilhardowskiej „teologii procesu”, zgodnie z którą „Bóg udoskonala sam siebie poprzez stworzenie czy też wzrasta wraz z nim”. Choć bez wątpienia prawdą jest, że w konsekwencji Wcielenia Bóg nigdy nie będzie bez człowieka [tj. wskutek przyjęcia ludzkiej natury – przyp. tłum.], nie jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, jak czyni to Bergoglio, że Bóg nie mógłby być Bogiem bez człowieka. Jak wyjaśnia pewien prawowierny teolog cytowany przez LifeSiteNews.com: „Bóg absolutnie nie potrzebuje rodzaju ludzkiego, jak że nasz związek z Bogiem uzależniony jest całkowicie od owej nadobfitości nieskończonej miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego”.

Artykuł Westena opatrzony został tytułem: „Potrzebujemy kolejnego wyjaśnienia”. O ile jednak dotychczasowe zachowanie papieża Bergoglio może stanowić dla nas jakąś wskazówkę, wyjaśnienia takiego oczekiwać będziemy na próżno. Nie ulega natomiast wątpliwości iż katolicy, którzy możliwość taką posiadają, zobligowani są przypominać wszystkim autentyczne nauczanie Kościoła, uświadamiając im jego sprzeczność z najnowszą bergogliańską nowinką. Milczenia zachować nie wolno.

tłum. Scriptor

Reklamy